Przejdź do głównej zawartości

Widzew i Rondić- koniec przygody

Imad Rondić- materiał na napastnika jakiego dawno w Widzewie nie widziano. Bośniak postanowił, że wysiądzie z "łodzi" dryfującej po wodach ekstraklasy, by wsiąść na kozła, złapać go za rogi i wejść do Bundesligi.

Przychodząc do Łodzi, Rondić nie napawał optymizmem. Niewielu spodziewało się po nim, że da kilka chwil radości widzewskiej świcie i stanie się jednym z najskuteczniejszych napastników ostatnich lat. Początkowo nie mógł wygrać rywalizacji nawet z chimerycznym Jordim Sanchezem, który coraz bardziej drażnił swoją nieskutecznością. Po odejściu Hiszpania na daleki wschód, Bośniak został obiecująco zareklamowany przez Rafała Gikiewicza. Doświadczony bramkarz stwierdził, że Rondić strzeli więcej goli niż w poprzednim sezonie i w tej kwestii się nie pomylił.

W trudnych chwilach, których Widzew nie miał wcale mało to właśnie wielokrotnie najlepszy strzelec zespołu ratował skórę. Nawet marnując wiele sytuacji, nadrabiał ważnymi golami. To on postawił kropkę na i w meczach z Piastem Gliwice czy Stalą Mielec. Był kluczową postacią w układance trenera Daniela Myśliwca. Gdy się jednak zbliżała coraz większymi krokami runda rewanżowa wszystko zaczęło się psuć.

Gdyby było mało kontuzji, mało optymistyczne wyniki sparingów oraz sama gra, a także brak transferów przychodzących, najgłośniejszym nazwiskiem w zimowym okienku dotyczącym Widzewa był właśnie Rondić. Gdy zbliżało się spotkanie z kandydatem do mistrzostwa- Lechem Poznań, sytuacja w Łodzi nie zwiastowała niczego dobrego. Można z jednej strony było liczyć na skuteczność bohatera transferowej telenoweli. Ten jednak nawet z drużyną nie pojechał, ze względu na...chwilową niedyspozycjność. Jak się okazało Bośniak rzucił się z motyką na słońce i postanowił pojechać na zachód robić karierę w 1. FC Köln. Zespół z zaplecza 1. Bundesligi przoduje w wyścigu o powrót na najwyższy szczebel, więc granie na niemieckich boiskach było z pewnością atrakcyjną opcją. 

W Kolonii jednak o granie w pierwszym składzie Rondiciowi łatwo nie będzie. Jest tam kilku ciekawych zawodników, którzy mają za sobą doświadczenia z 1. Bundesligi, ale i kilku młodszych, głodnych sukcesów zawodników na tej pozycji. To dla widzewskich kibiców jednak raczej sprawa drugorzędna. Ważne, że łodzianie stracili ważne ogniwo, w dodatku w takich a nie innych okolicznościach. A wydaje się, że szkoda. Bośniak właśnie w Łodzi złapał wiatr w żagle, a wiosną mógłby tylko potwierdzić swoją jakość. Zdecydował inaczej zostawiając klub w jeszcze trudniejszym położeniu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...