Przejdź do głównej zawartości

Widzew pisze nową historię



O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek.

Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej.

Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowaliśmy 1:1 i od tamtej pory wiedzie się Widzewowi całkiem nieźle. Warto przypomnieć również jedyny zdobyty Puchar Polski zdobyty przez Widzew w 1985 roku. Również rywalem wtedy był klub z Katowic. A co do mnie, tak to właśnie o Widzewie pierwszy raz usłyszałem po tym jak łodzianie wygrali 2:0 w 2003 roku po golach Piotra Włodarczyka. Zatem jak widać, tych historii związanych z GKS Katowice trochę jest. Oby ta najnowsza była początkiem kolejnej, którą kolejne pokolenia widzewiaków będą wspominać z uśmiechem na ustach i łezką w oczach.

Ostatni mecz przegrany w Białymstoku nie przyniósł chwały piłkarzom Widzewa i presja ze strony w pewnym sensie musiała być tak ciężka, że z któregoś piłkarza należało zrezygnować. Ławka rezerwowych stała się dla Rafała Gikiewicza takim czyśćcem, w którym miał okazję się wyciszyć, przemyśleć swoje zachowania na boisku i pomeczowe wypowiedzi. Nie był on ostatnio zbyt pewnym punktem, więc wywoływany coraz głośniej na forum Maciej Kikolski stanął między słupkami i nawet zachował czyste konto w swoim pierwszym oficjalnym meczu w barwach nowego klubu.

Powoli Widzew może mówić, że ma również nie tylko nowego bramkarza, ale napastnika który rzeczywiście strzela bramki, a nie tylko je kibicom obiecuje. Sebastian Bergier choć w starciu z Jagą aż dwukrotnie wpisał się na listę strzelców nie zagwarantował trzech punktów. Tym razem było inaczej. Przed własną publicznością, przeciw swoim byłym kolegom zdobył gola i współdecydował o wygranej. Tuż po meczu padło nawet głośne hasło ze strony dobrze znanego w klubie- Grzegorza Waraneckiego:

Można wierzyć, że w klubie się tworzy coś większego. Bramkarz z perspektywami, napastnik, który strzela gole, Juljan Sehu i Fran Alvarez kreujący grę łodzian, filar defensywy Mateusz Żyro, czy mijających jak tyczki slalomowe Samuel Akere. Wynik 3:0 daje nadzieje na to, że historię można zacząć pisać teraz piękną i długą.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...