Przejdź do głównej zawartości

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać.

Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało. 

Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygrane i to bez straty gola. Krytycy Chorwata zarzucają, że akurat wtedy to zespół jeszcze bardziej z racji pracy wykonanej przez Patryka Czubaka odnosił korzystne wyniki. Tak czy inaczej idą one na konto Sopicia, więc tego się trzymajmy. Kolejne spotkania już tak widzewiaków cieszyć nie mogły. W 7 meczach 4 punkty chluby trenerowi nie przynoszą. Latem jednak miało się zmienić wszystko.

Nowy właściciel, czyli wielkie pieniądze

Marzenie kibiców Widzewa ziściło się. Bogaty inwestor w osobie Roberta Dobrzyckiego przejął klub. To wiązało się m.in. z ogromnym zastrzykiem gotówki, który przyciągnąłby zawodników o odpowiedniej jakości jakich w sezonie 2024/25 w klubie nie było szans. Dyrektor sportowy Mindaugas Nikolicius niczym kobieta w sklepie odzieżowym poszedł na zakupy. Na efekty pracy nie trzeba było długo czekać i w klubie pojawiło się wielu nowych zawodników jeszcze przed rozpoczęciem obozu przygotowawczego, co jak na Widzew było wręcz luksusem. 

Zelijko Sopić miał zatem czas na popracowanie z nowymi piłkarzami. Dostał ciekawe osoby do grania w postaci czołowego skrzydłowego- Mariusza Fornalczyka, jednego z najlepszych strzelców ligi- Sebastiana Bergiera i wielu innych. Zapowiedź sezonu nakręcała się sama. Krok do przodu ku czołowym lokatom. Sam właściciel jednak tonował nastroje. Mówił, że to wszystko potrzebuje czasu, musi się zazębić. W międzyczasie Dobrzycki wziął się za inne sprawy, które mają klub wprowadzić na inny pułap. Większy stadion czy centrum treningowe koło Łodzi.

Nie ma czasu

Jeszcze w spotkaniach przedsezonowych wszystko szło pięknie i gładko o czym najdotkliwiej dowiedziała się chwalona w kraju Jagiellonia Białystok. Również i liga została nieźle zainaugowana. Widzew pokonał Zagłębie Lubin. W drugiej kolejce jednak, wcześniej wspomniana Jaga odegrała się za letni sparing wygrywając w samej końcówce. Zaczęły się problemy. O ile jeszcze zwycięstwo z GKS Katowice przykryło problem o tyle w kolejnych spotkaniach kwestie poprawy tylko się mnożyły. 

Jednym były decyzje sędziów, drugim brak skuteczności Widzewa, trzecim niepewna gra Rafała Gikiewicza i tak można temat ciągnąć w nieskończoność. Za trenerem niewiele przemawiało. Tragedii może nie było, to początek sezonu, ale z racji przedsezonowych zapowiedzi i pieniędzy rzuconych na stół robiło się zbyt nerwowo. Co jednak z tym czasem? Miał być spokój. Przecież od razu silnej drużyny piłkarskiej zbudować się nie da. 

Drużyna wylewała dopiero fundamenty, a po chwili postanowiono zmienić ekipę budowlaną. Czy aby nie za szybko. Na horyzoncie pojawiało się wiele argumentów, które mogły poprawić sytuację. Lech Poznań będący w takiej sobie formie i zaraz potem przerwa reprezentacyjna. W niej przyszedłby czas na ustabilizowanie i poprawę gry Widzewa. Sopić zapewne dostałby nowego napastnika, a z drużyną przepracowaliby zawodnicy, których na letnim obozie nie było. A tak, Widzew pokazał że nie daje sobie czasu i trenerowi również na wyjście kryzysu.

Czubak po raz drugi

Dotychczasowy asystent dostaje szansę po raz drugi. Dobrze zapamiętany przez widzewską publiczność już wcześniej był wpychany na tą posadę przez wielu. Wcześniej wykazał się z zespołem mającym o wiele mniejsze możliwości sportowe. Teraz dostaje na papierze dobrze wyglądającą ekipę, którą zna lepiej niż ktokolwiek inny. Pytanie tylko czy podoła?

Na czym opierać optymizm w tej trenerskiej roszadzie? Na swojej pierwszej konferencji prasowej Czubak zaznaczył, że pracował z drużyną pod kontem gry defensywnej, a ta podobnie jak ofensywa nie wyglądała na najskuteczniejszą. Oczywiście najwięcej dostało się Sopiciowi niemniej jakiś udział ma również tutaj najnowszy trener łodzian. Na początek nie będzie mieć łatwo, bo rywalem Lech i to u siebie na Bułgarskiej. Kolejorz podrażniony klęską z belgisjkim Genk zapewne skupi się na odrabianiu punktów w ekstraklasie, bo jako obrońca mistrzowskiego tytułu Lech musi prezentować się lepiej.

Poza tym o korzystny wynik będzie trudniej Widzewowi, gdyż trener Czubak nie będzie mógł skorzystać z usług Sebastiana Bergiera. Później przyjdzie przerwa reprezentacyjna i po niej okres parasola ochronnego chyba się trenerowi skończy. Widzew będzie musiał szukać punktów, a przy ich braku pozbycie się kolejnego trenera będzie łatwiej niż w przypadku niż jego poprzednika. Presja w Widzewie rodzi się sama. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...