Przejdź do głównej zawartości

Widzewiacy nieograni są ogrywani

Piłkarz do treningu poszukiwany od zaraz. Tak brzmiące ogłoszenie mógłby wystawić Widzew podczas każdego okna transferowego. W szerokich kadrach drużyn piłkarskich oczywiście trudno zaspokoić ambicję wszystkich, dlatego normą jest że jedni grają często, a inni mniej. Są też tacy, którym nie gwarantuje się żadnych minut.

Wśród piłkarzy Widzewa występują zawodnicy, którzy są wpisani na listę zawodników, nie grają, trenują i co najlepsze pobierają pensje. Zrozumiałym jest to, że nie każdemu można dać odpowiadającą mu ilość minut. Liczba miejsc w wyjściowym składzie to tylko jedenaście nazwisk. Taką grupę, trzeba ze sobą zgrać, oni muszą dużo grać i trenować, by forma była jak najlepsze, tak jak i zrozumienie z resztą zespołu. Co jednak, gdy zawodnicy nie dostają żadnych minut, nawet w rezerwach. Takich jest w Widzewie dużo.

Zacząć można od bramkarzy. Mikołaj Biegański wraz z Janem Krzywańskim nie grają nic. Pierwszy o ile zdołał załapać występ w Pucharze Polski i coś tam grywał w rezerwach, to ten drugi robi za osobę towarzyszącą na treningach. Wcale nie lepiej prezentuje się grupa zawodników z pola. Bramkarz to najmniej rotacyjna pozycja w drużynie, więc większego ogrania wypada oczekiwać po zawodnikach, którzy muszą pracować na całej długości i szerokości boiska.

Na sam początek należy się pochylić nad zawodnikami, którzy w zespole mieli znaczyć więcej niż obecnie. Noah Diliberto, to najlepszy przykład właśnie takiego zawodnika, który w klubie jest, ale bardziej na liście płac. W tym sezonie zaliczył niecałe spotkanie w Pucharze Polski i tyle. W meczu ostatnim z Górnikiem Zabrze mogliśmy uświadczyć jego nazwisko na ławce rezerwowych, z której się podniósł na rozgrzewkę. Dziwna to sprawa, zwłaszcza że Francuz nie gra nawet w drugim zespole, więc skąd pomysł by zawodnika nie ogranego mieć w planach na mecz z zabrzańskim zespołem.  Jeszcze gorzej wygląda sytuacja Fabio Nunesa, który nie tak dawno był jednym z ważniejszych zawodników, a dziś jest notorycznie pomijany.

Ściągnięci latem do Widzewa napastnicy również nie mają co liczyć na dużą ilość występów. Said Hamulić wracał do Polski w celu odbudowania się. Rywalizację z Imadem Rondiciem przegrywa i może co najwyżej liczyć na końcówki spotkań. Mimo słabej formy, napastnik nie dostaje żadnych szans w rezerwach. Hubert Sobol jest w jeszcze gorszej sytuacji, bo gra jeszcze mniej. Jaki jest więc w tym cel, by trzymać takich zawodników w drużynie. Dlaczego zawodnicy nie grający nic bądź mało dla pierwszego zespołu nie mają okazji się odbudować w rezerwach, a młodzi piłkarze, którzy grają dla tak zwanej "dwójki" i w tym sezonie przewodzą w tabeli są kolokwialnie olewani przez sztab trenerski "jedynki".

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...