Przed sezonem Widzew postawił sobie za cel wyższe miejsce w lidze względem poprzedniej edycji ekstraklasy. Mimo kilku ostatnich potknięć szanse na to wciąż są realne i ja również mam nadzieję, że łodzianie wrócą na zwycięski szlak już w meczu z Motorem.
Dokonano latem kilku wzmocnień, część z nich spotkało się z uznaniem kibiców. Jednym z nich był chociażby Hilary Gong. Nigeryjczyk w swoim poprzednim klubie był wyróżniającą się postacią, imponował dynamiką i techniką. Jego indywidualne popisy były także zauważone wśród kibiców łódzkiego zespołu, którzy po ogłoszeniu transferu na różnych forach chwalili ruch sztabu szkoleniowego. Pod nieobecność wyłączonego z powodu kontuzji Bartłomieja Pawłowskiego liczono, że w jakimś stopniu za ofensywne działania będzie odpowiadał nowo pozyskany piłkarz.
Trudno było oczywiście oczekiwać od Nigeryjczyka taśmowo zdobywanych goli, piłkarskiej magii i wielu asyst, ale po kilkunastu występach w barwach Dumy Miasta Włókniarzy, kibice mają prawo czuć niedosyt. Po pierwsze zawodnik nie może liczyć na miejsce w pierwszym składzie. Piłkarz przegrywa rywalizację z młodszymi i choć dostaje zwykle minuty od trenera Daniela Myśliwca, to próżno szukać poprawy gry zespołu. Na ten moment ofensywnie usposobiony piłkarz zdobył...jedną żółtą kartkę! Zatem pytanie czy to aby odpowiedni zawodnik na ten rozmiar kapelusza.
Patrząc z wysokości trybun Gong wydaje się być ustawianym tam, gdzie rzeczywiście jego atuty powinny być najbardziej widoczne. Niestety rywalizacja jeden na jeden z obrońcami rywali są zbyt często przegrywane. Marnowane sytuacje też już spowszedniały i powoli traci się nadzieję na to, że Gong zacznie grać na miarę oczekiwań. Być może jednak trener znajdzie dla niego miejsce na boisku i wymyśli coś, co w końcu wypali i letni transfer zacznie wpływać na zdobywane gole przez Widzew. Najbliższa okazja już niebawem z Motorem Lublin. Beniaminek wydaje się zespołem, na którym można zaryzykować i zmienić coś, tym bardziej że w ostatnim czasie zespół dostał zadyszki i na pięć ostatnich spotkań wygrał ledwie jedno z Piastem Gliwice.
Komentarze
Prześlij komentarz