Chaos jaki zapanował wiosną w zespole Widzewa może przeciągnąć się aż do początku kolejnej edycji rozgrywek polskiej ekstraklasy. Runda rewanżowa pokazała, że w klubie nie jest jeszcze tak dobrze jakby mogło się wydawać.
Po dzisiejszej konferencji prasowej z udziałem właściciela łódzkiego Widzewa- Tomasza Stamirowskiego wiadomo tyle, że w klubie mimo niezbyt dobrej atmosfery wokół i negatywnych komentarzy kibiców nie dojdzie do większych przetasowań. Prócz pożegnania prezesa Mateusza Dróżdża, najważniejsza osoba w Widzewie nie zdecydowała się na rewolucję, tak więc w zarządzie dojdzie do małych przetasowań bez udziału osób z zewnątrz, natomiast co może bardziej interesować zwykłego kibica, posadę utrzymał trener Janusz Niedźwiedź.
Czytając komentarze nie sposób nie zauważyć, że w oczach wielu fanów RTS szkoleniowiec wiele stracił po rundzie wiosennej. Rekordowa liczba porażek na własnym terenie i co ważne katastrofalna forma na wiosnę pokazała, że coś przestało w drużynie, będącej jeszcze sensacją jesieni, po prostu funkcjonować. Szukając wytłumaczenia takiego stanu rzeczy nie potrafię zrozumieć co mogło się aż tak popsuć. Widzew nawet jak swoich spotkań nie wygrywał w pierwszej części sezonu wyglądał co najmniej solidnie, wyłączając jakieś wyjątki. Objawieniem był z pewnością bramkarz, solidnie wyglądała obrona, która miała przecież być najsłabszą formacją w zespole, w drugiej linii również było czym a właściwie kim się pochwalić, a i atak mimo braku odpowiedniej ilości zawodników zaskakiwał in plus. Przecież jeszcze parę miesięcy temu, wielu nie chciałoby puścić za żadne skarby Henricha Ravasa czy Jordiego Sancheza. Ermest Terpiłowski czy Serafin Szota szokowali być może nawet samych siebie, liderem pełną gębą w drużynie byli w pierwszej kolejności Bartłomiej Pawłowski, a tuż za nim Marek Hanousek. Janusz Niedźwiedź natomiast już w oczach wielu stawał się selekcjonerem reprezentacji Polski.
Wystarczyło parę tygodni, by ta bańka pękła. Zawodnicy nagle zapomnieli jak się nie tylko gra w piłkę, ale i gdzieś prysła ta chęć nawiązania w wielu momentach walki. Błędy w meczach zaczęły się nawarstwiać, a z Widzewa, który na półmetku sezonu plasował się w czubie tabeli, rzeczywiście stał się klub, który zacznie poważnie myśleć o utrzymaniu. Dzięki oczywiście w pierwszej kolejności świetnej formie z jesieni oraz gorszej dyspozycji rywali drużyna utrzymała się. Jednakże po kilku słabszych występach pojawiły się głosy, krytyki i oburzenia. Nagle jeden z najzdolniejszych trenerów młodego pokolenia w Polsce stał się kimś, kto nadaje się może do nauki lekcji wf-u, a cały jego zespół do szukania sobie miejsca w klubach niższej ligi.
Moim zdaniem bardzo dobrze się stało, że właściciel nie poszedł za wydaje się większością i uznał, że to jakiś kryzys, który latem zostanie zażegnany i Widzew w kolejnym sezonie będzie wyglądał lepiej. Dlaczego zatem miałbym uważać inaczej? Przecież szkoleniowiec spełnia oczekiwania. Te często są mocno naciągane zbyt częstymi wahaniami formy, szczególnie wiosną, niemniej cel w ostateczności zostaje osiągnięty. Po wywalczeniu awansu do ekstraklasy i utrzymania się w niej, trenerowi należy się chyba zaufanie i szansa przezwyciężenia kryzysu. Oczywiście oczekiwania rosną w miarę jedzenia. Trzeba, więc uzbroić się w cierpliwość i obdarzyć zaufaniem szkoleniowca. Wydaje mi się, że dwa czy może trzy transfery mogą podnieść jakość drużyny, a skoro sam właściciel liczy na więcej nowych twarzy, to nic tylko czekać na lato. Do tego czasu zaciśnijmy zęby i wytrwajmy do końca sezonu, ciesząc się, że mimo fatalnej postawy jakoś Widzew wytrwał.
Komentarze
Prześlij komentarz