Przejdź do głównej zawartości

Widzewski Feniks się odrodził

Jeszcze nie tak dawno był wielki chaos. Ciągłe zmiany w klubie były tak męczące, że traciłem wiarę w lepsze dni. Mimo, że Widzew w wielkich bólach spełniał w ostateczności marzenia swoich fanów, to nie zachwycał. Zdarzały się sezony, że drużyna "wywalczając" awans, musiała mieć się na baczności i tłumaczyć się przed swoimi fanatykami. Poprzedni sezon choć był nieco lepszy nie napawał optymizmem przed starciami w ekstraklasie. Od ekspertów po wielu kibiców łódzki zespół miał być zespołem, który w ekstraklasie się pokaże i wróci na jej zaplecze. Tuż przed końcem rundy jesiennej wszelkie przedsezonowe prognozy można wyrzucić do kosza.

Mamy końcówkę października, 3/4 rundy za nami, a Widzew jest na 4. miejscu! I choć nawet sam trener stara się schładzać głowy nie tylko piłkarzy, ale i kibiców mówiąc o walce utrzymanie, musi po cichu sam nie dowierzać w to co mówi. Magiczne 35. punktów, które ma niby zagwarantować utrzymanie jest na wyciągnięcie ręki. Na dobrą sprawę, gdyby się udało wygrać wszystkie ostatnie cztery mecze jesienią, można by było się cieszyć z utrzymania i przegrywać wiosna wszystko jak leci. To oczywiście żart. Daleki jestem od tego, by myśleć w tej sytuacji o utrzymaniu. Będąc w czołówce już trzeba po cichu próbować walczyć nawet o puchary.

Po tak udanej rundzie jesiennej można chyba nieco skorygować cele na sezon i otwarcie mówić o środku tabeli jako celu minimum. Nie oszukujemy się, RTS w dotychczasowych meczach grał jak na polskie warunki bardzo solidny futbol. Trudno też mówić o tym, by któryś z rywali jakoś przewyższał łodzian. I tu ogromną zasługa trenera Janusza Niedźwiedzia. Szkoleniowiec ten już zapisał się jako bohater, który wjechał z Widzewem do ekstraklasy po wielu latach kopania się w niższych ligach. Mało tego, z zespołem skazanym na pożarcie stał się rewelacją rozgrywek. Odbudował niejednego zawodnika i można mówić, że kolejnych szlifuje na niezłych grajków. Defensywa, która była najmniej pewną formacją radzi sobie co najmniej dobrze, druga linia też nie ma.powodów do wstydu, a i w ataku pojawił się napastnik, którego brakowało od lat. 

To wszystko sprawia, że zimą albo nawet i teraz pełne roboty może mieć zarząd. Priorytetem powinna być kwestia przedłużania kontraktów z najważniejszymi zawodnikami, tak by się nie okazało, że przyjedzie bogacz, pomacha banknotami i wyciągnie za grosze lub za darmo czołowych zawodników. Nie można dopuścić do tego, by ta kadra została szybko rozebrana i głęboko wierzę, że tak się stanie. Odkąd obecne władze rządzą Widzewem mam wrażenie, że w Łodzi po wschodniej stronie miasta jest w końcu normalnie. A "Widzewski Feniks " odradza się z popiołów. I jest mi o tyle miłej, że przecież nie tak dawno sam nie wierzyłem w takie występy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...