Przejdź do głównej zawartości

Rozwój zabrał, ŁKS ośmieszył

Wstyd. Tak chyba należy zacząć kolejny wątek dotyczący mijającego weekendu, w którym łódzki Widzew najpierw w II lidze stracił punkty na własnym stadionie w pojedynku z walczącym o utrzymanie się Rozwojem Katowice. Jeżeli ktoś nie mógł nerwowo wytrzymać z powodu straty dwóch oczek z ekipą prowadzoną przez legendę łódzkiego klubu- Marka Koniarka, to kilkanaście godzin później mógł przeżyć prawdziwy horror, otóż w niedzielne popołudnie na łodziance ŁKS postanowił pokonać bez większych problemów Widzew. Bolą wyniki, ale bardziej chyba styl jaki prezentowali zespoły kolejno przez Radosława Mroczkowskiego oraz Jakuba Grzeszczakowskiego.

Bezczelnie zabrane punkty

Ekipa, której kilka miesięcy temu łódzki zespół zaaplikował cztery gole w Katowicach do Łodzi przyjechała nastawiona na to, by nie dać sobie wbić podobnej bądź większej liczby goli. Rozwój niespecjalnie był zainteresowany ofensywą, tylko od wielkiego dzwonu wyprowadzał w pierwszej połowie nieporadnie kontry. Gołym okiem nawet dla "zielonego kibica" widać było, że przyjezdni chcą jak najbardziej uprzykrzyć życie poprzez wybijanie piłki na oślep czy zabierając czas, przez co wyprowadzali łodzian z rytmu. Widzew natomiast całkiem przyzwoicie zaczął, stworzył kilka sytuacji, ale bramkarz gości zawsze był na posterunku. Po przerwie obraz gry nieco się zmienił. O dziwo Rozwój rozegrał ładną akcję po czym strzelił gola, a Widzew kombinował jakby tu wyrównać. Brakowało dynamiki, a może i czasem po prostu pomysłu. Udało się w końcu pod koniec spotkania, gdy po indywidualnej akcji Marka Zuziaka na wślizgu do bramki wpakował futbolówkę inny zmiennik- Przemysław Banaszak. Potem mogło być różnie. Kilka sekund później łodzianie mogli objąć prowadzenie, zaraz potem jednak groźną sytuację zmarnowali rywale. W ostateczności z wyniku mogli cieszyć się rywale.

Rezerwy zbite

Jeszcze gorszy wynik zaliczyli rezerwy Widzewa w starciu z drużyną zza miedzy. Mimo że w składzie gospodarzy byli tacy piłkarze jak: Robert Demjan, Kacper Falon czy Radosław Sylwestrzak łodzianie nie potrafili nawet strzelić gola. A mogło być na prawdę dobrze. Mogło być gdyby Falon wykorzystał rzut karny. Wówczas Widzew objąłby prowadzenie, a tak pomocnik uderzył na tyle lekko, że bramkarz ŁKS bez większych problemów wybronił strzał. Później gra zespołu ze wschodniej części miasta wyglądała coraz gorzej. Mnóstwo niedokładności, brak pomysłu. ŁKS jeszcze przed przerwą zdołał wbić widzewiakom dwa gole. Potem mogło być gorzej, ale również rywale nie byli zbyt skuteczni. Udało im się jednak wbić trzeciego gola. Mecz zakończył się wynikiem 0:3, a derby Łodzi ukazały słabości wśród rezerw widzewiaków.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...