Przejdź do głównej zawartości

Kristo liderem Widzewa

Widzew w niełatwym meczu przeciwko solidnemu Radomiakowi zdobył niezwykle ważne trzy punkty. Te dają na ten moment aż dziewięciopunktową przewagę nad pierwszym przegranym zespołem walczącym o awans na zaplecze ekstraklasy. Co ważne wygrana ta została zrealizowana na obiekcie w Radomiu, czyli na nieszczęsnym wyjeździe. Od teraz chyba należy mówić "szczęsnym" wyjeździe. Oczywiście łatwo nie było, gra jednak mimo wszystko mogła się podobać. Momentami nie było kolorowo, ale na szczęście w bramce Widzewa stoi niezawodny Patryk Wolański, a i w obronie ładnie pracował Radosław Sylwestrzak. Niewiele jednak wnieśli rywale, którzy straszyli swoimi statystykami, lecz z łodzianami nie potrafili udowodnić swojej skuteczności. Czegoś brakowało. Może presja? A może brak pomysłu.

O Radomiaku

Nie licząc pierwszych piętnastu minut i ostatnich, to niewiele można powiedzieć dobrego o grze Radomiaka, który z pewnością się starał, ale też nie za bardzo wiedział co zrobić z piłką. Z drugiej strony w międzyczasie zdarzało się, że jakąś akcją radomianie budzili swoich kibiców, tak jak to zrobili w ostatniej akcji pierwszej połowy. Ofensywa próbowała coś zdziałać, zawodnicy odpowiedzialni za atak nie mieli jednak chyba pomysłu. Brakowało może trochę umiejętności, ale i z pewnością szczęścia, a defensywa nie grała źle. Po prostu wyszedł strzał chorwackiemu pomocnikowi Widzewa. Warto jednak mieć na uwadze kilku zawodników Radomiaka. Mnie najbardziej zaimponował Rafał Makowski, który nie bał się zaryzykować i często w pojedynkę próbował szczęścia w przodzie. Niezłe zawody rozegrał również Damian Szuprytowski, który parę razy zakręcił widzewskim teamem.

O Widzewie

Mecz bez nerwów, bez emocji z Widzewem odbywać się nie może. Do tego zdążyłem się jak najbardziej przyzwyczaić. Należy jednak podsumować występ łodzian jako kontrola tego co działo się na boisku. Widzewiacy również stworzyli sobie wiele sytuacji i można teraz jedynie gdybać, co by było, gdyby Mateusz Michalski skierował piłkę do bramki w chyba najdogodniejszej sytuacji całego spotkania. Wynik 0:2 jedynie mógłby podciąć skrzydła i tak już napoczętemu Radomiakowi. Zresztą rywal musiałby otworzyć się jeszcze bardziej, a wtedy mecz mógłby być inny. Prócz kilku błędów indywidualnych, słabego ataku i nie najlepszej gry w odbiorze zaznaczając w szczególności środek pola, można uznać ten mecz za udany. Widzew wygrał na wyjeździe, bo był skuteczniejszy w tym wyrównanym spotkaniu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...