Przejdź do głównej zawartości

Siarka oddała punkty Widzewowi


Idąc na ciekawie zapowiadający się mecz Widzewa z Siarką w Łodzi liczyłem na to, że goście postawią poprzeczkę wysoko faworytowi. Po pierwsze tak sobie prognozowałem, ponieważ Siarka nie bez powodu znajduje się wysoko w tabeli. W dodatku jest to drużyna, której przed meczem z widzewiakami powinno niebywale zależeć na tym, by się podnieść po kilku ostatnich słabszych meczach, gdzie przyjezdni tracili punkty na potęgę ślizgając się coraz to niżej w tabeli. Widzew z kolei to również nie jest nawet na ten moment klub, którego nie można byłoby zaskoczyć. Ostatnio zresztą bliscy ogromnej niespodzianki byli piłkarze Błękitnych grający na stadionie przy Piłsudskiego 138. Siarka również wydawała się ciekawym zespołem, w którym nie brakuje kilku mniej bądź bardziej znanych twarzy z wyższych lig, ale również roi się od zawodników młodych, którzy powinni chcieć się zaprezentować z jak najlepszej strony. Nic z tych rzeczy.

Podobać mogła się natomiast gra Widzewa, który już od pierwszych minut usiadł na rywalu tworząc od samego początku bardzo groźne sytuacje. Raz jednak świetnie spisał się golkiper rywali, który intuicyjnie obronił strzał, a w kolejnej natomiast sytuacji brakowało odrobiny precyzji. Te jednak zmarnowane sytuacje nie zniechęcały łodzian, którzy od czasu do czasu lubili szarpnąć. Rzut rożny dał prowadzenie, gdyż Widzew posiada fachowca od strzelania goli głową po tym stałym fragmencie gry, czyli Radosława Sylwestrzaka. Drugi gol natomiast moim zdaniem ustawił mecz. Rzut karny i pewny strzał Mateusza Michalskiego oraz żółta kartka dla piłkarza drużyny przeciwnej ostudziła i tak na żadne punkty nienapalonych zawodników Siarki. A szkoda. Bardzo zawiodłem się na rywalu, ponieważ ten nie pokazał kompletnie żadnej woli walki. Z mojego punktu widzenia wyglądało to tak, że wyszli na boisko by pobiegać i jak najmniej przeszkadzać Widzewowi. O tym niech świadczy chociażby fakt o tym, że ekipa z Tarnobrzega nie strzeliła ani razu na bramkę Patryka Wolańskiego. Przynajmniej ja nie przypominam sobie żadnego takowego. A przyrzekam, mecz oglądałem uważnie.

W drugiej połowie wiele zrobiła czerwona kartka, która podcięła skrzydła rywalowi, więc by nudno nie było padły dwie kolejne bramki. Ładny rajd Konrada Gutowskiego oraz tzw. wejście smoka, a właściwie Mąki. Daniela Mąki! Czy mecz mógł się podobać? I tak i nie. Atmosfera na trybunach jak zwykle fajna, a sama gra bez żadnych fajerwerków. Dużo w tym winy drużyny przyjezdnej, która nawet nie spróbowała nawiązać żadnej walki. Widzew bez większych problemów grał swoje i wygrał wysoko, ale czy można podniecać się grą któregoś z łodzian? Raczej nie. Wszyscy zagrali dobrze i tyle. Zrobili jednym słowem swoje i chwała im za to. Nie należy jednak chodzić z głową w chmurach. Trzeba być cały czas skoncentrowanym, bo nie wszyscy goście będą się kładli na murawie tak jak Siarka.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...