Przejdź do głównej zawartości

Widzew vs Znicz Pruszków

Na 3. kolejkę II ligi  dla Widzewa przewidziane jest spotkanie ze Zniczem Pruszków. Ostatni pojedynek pomiędzy tymi zespołami na stadionie przy al. Piłsudskiego jest szczególnie dobrze przez łodzian wspominany, gdyż ich ulubieńcy kilka lat wstecz roznieśli pruszkowian aż 7:0. Rywale jednak w rewanżu wygrali 1:0 i to oni mogą mówić, że wygrali jako ostatni w tym starciu. Mało kto jednak pamięta tą minimalną porażkę z Pruszkowa. Jak będzie zatem tym razem?

O Widzewie

Ekipa pod dowództwem trenera Radosława Mroczkowskiego jeszcze nie przegrała odkąd ten objął ją po swoim powrocie do klubu. Szkoleniowiec nie dość, że postawił kropkę nad i przy awansie do II ligi, to również udanie rozpoczął nowe rozgrywki. Widzew rozkręca się powoli, choć ostatnie zwycięstwo nad Rozwojem Katowice pokazuje jaki potencjał drzemie w zespole z Łodzi. Widzewiacy pokazali ostatnią wygraną, że są bardzo groźni w ofensywie, jednakże jeszcze nad skutecznością można popracować. Oczywiście chwała za te cztery gole strzelone, ale też nie można chodzić z głową w chmurach, a należy mimo wszystko wciąż wymagać od siebie więcej i więcej. Okazji z katowiczanami było mnóstwo i Widzew, gdyby w wielu sytuacjach zachował zimną krew powinien rozbić okazalej ekipę gospodarza. Z drugiej jednak strony i Rozwój miał swoje sytuacje, co świadczy o tym, że nie wszystko w defensywie również działa tak jak należy. O to jak ta formacja zagra przeciwko Zniczowi też nie wiadomo. Zapewne do składu nie wróci Damian Paszliński, zatem spodziewać się trzeba braku zmian, co powinno mimo wszystko cieszyć. W ten sposób zespół się z sobą zgrywa. Najwięcej pytań można zadać o to, kto zagra w przodzie. Wydaje mi się, że warto postawić na bardziej ofensywny skład, tym bardziej, że obrona Znicza do najsilniejszych nie należy. Skoro Elana potrafiła wbić dwa gole i wygrać na wyjeździe, to Widzew również powinien powtórzyć ten wyczyn, tym bardziej że ma kim. Daniel Świderski czy Michał Miller zapewne chcieliby wystąpić, a i na swoją szansę czeka także i Daniel Mąka, który mimo że jest pierwszym kapitanem siedział w obu spotkaniach na ławce.

O Zniczu

Pruszkowianie bardzo dobrze zaczęli rozgrywki. Zwycięstwo w meczu wyjazdowym w Rzeszowie nad Resovią dało otuchy na zaczęty dopiero co sezon. Lecz o ile udało pokonać się pierwszego beniaminka, tak z drugim o wygraną było już gorzej. Elana Toruń pokonała w Pruszkowie swojego rywala i Znicz z pewnością do spotkania z Widzewem ma o czym myśleć. Dużym problemem sobotniego przeciwnika łodzian okazały się dośrodkowania torunian, którzy właśnie w ten sposób zdołali zdobyć dwa gole. Właściwie żaden z obrońców nie wykonał żadnego ruchu, by uniemożliwić strzelenie gola przeciwnikowi. To tym bardziej dziwne, ponieważ pruszkowianie nie mają w swoim składzie zawodników niedoświadczonych. W bramce stoi wszak Piotr Misztal, który był zawodnikiem choćby Korony Kielce. W obronie najbardziej znanym zawodnikiem jest Piotr Klepczarek, który niegdyś grał w łódzkim KS. Ciekawie również prezentuje się druga linia. Tam jest i Marcin Smoliński i Przemysław Kocot, a w ataku Dariusz Zjawiński. Tak więc jest kilku takich postaci, którzy mogą dać nieco więcej jakości drużynie. Być może porażka z Elaną była wypadkiem przy pracy. Znicz pokazał w tym sezonie, że w piłkę grać potrafi i udowodnił również to, iż nie tylko na papierze zespół ma straszyć nazwiskami byłych ekstraklasowiczów. Dwa gole w tym sezonie zdobywali przecież piłkarze niewiele ponad 20 lat, a i o sobie dał przypomnieć Marcin Bochenek, który kiedyś tam najwyższy piłkarski szczebel powąchał. Nie zmienia to jednak faktu, że faworytem w najbliższym spotkaniu będzie Widzew i tu mieć ból głowy może mieć trener Andrzej Prawda.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...