Przejdź do głównej zawartości

Widzew przed kadrową rewolucją?

W ostatnim czasie głośno w widzewskim otoczeniu zrobiło się o sytuacji kadrowej, a dokładnie rzecz ujmując sytuacji kilkunastu zawodników, którym kończą się niebawem kontrakty. Część z zainteresowanych twierdzi, że dojdzie do rewolucji jaka już jest chyba tradycją w łódzkim klubie i rzadkością jest, kiedy tak duże zmiany omijają Piłsudskiego 138. Ja chętnie zabiorę głos w tej kwestii i od razu zaznaczę, że nie jestem zwolennikiem zbyt dużych i częstych roszad w składzie. Jestem zdania, że stabilizacja to podstawa i trzeba dać szansę tym, którzy mogą jeszcze wypalić. A więc zaczynajmy.

Zaczynając od pozycji bramkarza, to tu powoli może kończyć się przygoda z Widzewem Macieja Humerskiego. Doświadczony golkiper z pewnością będzie powoli zbliżał się bardziej do piłkarskiej emerytury niż do początków kariery piłkarza, mimo to wydaje mi się, że to wciąż bramkarz, który jest w formie i jak pokazał poprzedni sezon może walczyć o miejsce między słupkami z Patrykiem Wolańskim. Wydaje mi się, że nic by się wielkiego nie stało, gdyby klub podpisał z nim kontrakt. To atmosfera w szatni, to człowiek, który z miejsca może spokojnie zastąpić golkipera, a w drużynie jeden doświadczony bramkarz jest raczej mile widziany.

Ciekawiej wygląda sytuacja w obronie. Tu i Marcin Kozłowski i Bartłomiej Niedziela mają wiele do udowodnienia, a całą sprawę komplikuje fakt, że obaj grają na tej samej pozycji. Pierwszy jako wychowanek wciąż może cieszyć się przychylnością kibiców, ale najwyższy czas by swoją pozycję udowodnił grą na boisku, a nie statusem rodzonego widzewiaka. Na tę chwilę Cinek nie wygrywa rywalizacji z Sebastianem Kamińskim, ale w trakcie sezonu wiele może się zdarzyć, boczny obrońca musi więc udowodnić, że jest w stanie coś dać i co ważne dobrze by było, by pokazał, że jego poziom gry wzrósł. Od czasów jego gry w I lidze jest to równia pochyła, niestety. Na ten moment niespecjalnie go widzę, ale chciałbym dać mu szansę. Co do Bartłomieja Niedzieli, to gdyby nie kontuzje chyba nie byłoby o czym dyskutować. Wątpię, by mógł dać coś jeszcze zespołowi i o ile na pozycji bramkarza jeden taki doświadczony zawodnik by się przydał, to o tyle dwóch na jedną pozycję to chyba za wiele. Tak więc chyba należałoby się z Niedzielą chyba rozstać. To jednak nie koniec na widzewskich defensorów. Wśród nich chociażby Radosław Sylwestrzak, który w moim mniemaniu jest takim obrońcą, którego można jeszcze oszlifować i kto wie, może by się jeszcze przydał. Do najmłodszych co prawda nie należy, ale i stary również nie jest. Teraz tylko od niego zależy czy warto dać mu szansę. Kluczowa powinna być ta runda jesienna, jeżeli przegra rywalizację to nie wiem na ile jest sens zatrzymywać go w Łodzi. Marcin Pigiel jest zawodnikiem wypożyczonym i problem jest taki, że swoją formą nie zachwyca, ale na jego miejsce nie ma nikogo. Wciąż jednak ma przed sobą karierę i jeżeli miałby się od kogo uczyć, to można by zainwestować w tego piłkarza.

W drugiej linii jest również wysyp zawodników, którym kończą się kontrakty. Na pierwszy ogień wezmę Marka Zuziaka, który jest obcokrajowcem. To jest ciekawy przypadek, gdyż można z niego zrobić lewego obrońcę. Jest piłkarzem raczej uniwersalnym, użytecznym i chyba lepiej by było, gdyby pozostał. Stać go na więcej, wypada mieć tylko nadzieję, że trener Radosław Mroczkowski będzie wiedział co z nim zrobić. Nie pozbywałbym się także Daniela Mąki. Skoro został kapitanem, to musi dla tej drużyny coś znaczyć.  Czy jest za słaby na tą ligę lub na oczekiwania Widzewa, trudno mnie to ocenić. Wydaje mi się jednak mimo wszystko, że jest to piłkarz mający pewną taką iskierkę, której dzisiejszemu Widzewowi brakuje. Chciałbym, aby mógł częściej grać od pierwszych minut i mam wrażenie, że dałby drużynie to coś. Charakter, styl, którego brakuje. Umiejętności także ma i niejednokrotnie pokazywał, że można na niego liczyć. Podobnie mógłbym wypowiedzieć się o Mateuszu Michalskim. To trochę taka wizytówka łódzkiego zespołu. Nie sądzę, że skrzydłowy może się bronić tylko nazwiskiem. W dodatku do podstawowy zawodnik, a szkieletu zespołu raczej ruszać się nie powinno. Jako ostatni z tej formacji pozostał Dario Kristo, który poprzednim sezonem zaimponował wielu kibicom. Gdy wróci po kontuzji wciąż może być ważną postacią drużyny. Jest to ważna postać i jedna z ciekawszych opcji z jakiej mogą korzystać trenerzy.

Z napastników jest trzech do wyboru i dwóch z nich bym zostawił, gdyż wierzę głęboko w ich umiejętności. Michał Miller to zawodnik nietuzinkowy, z którego można zrobić piłkarza na inną pozycję jeżeli nie wypaliłby w danym miejscu na boisku. Szkoda, że w ataku dochodzi do tylu rotacji, bo to trochę hamuje możliwości tego piłkarza. Daniel Świderski także może wiele dać. Nie chce mi się wierzyć, że w II lidze czy wyżej nie umiałby strzelać goli. Czas na niego postawić na poważnie, a te zaczną wpadać i nikt nie będzie miał żadnych "ale" co do przyszłości snajpera. Zakończyłbym przygodę z Widzewem Roberta Demjana. Jeżeli mamy patrzeć przyszłościowo, to raczej nie możemy opierać siły ognia na facecie, który tych goli ani specjalnie nie zdobywa, a i jest najstarszym zawodnikiem w kadrze. Nazwisko wyrobione kiedyś tam nie może działać cały czas. Swoją wyższość trzeba udowadniać na boisku, tej nie widać.

Podsumowując więc mój pogląd na sytuację w Widzewie dotyczącą kończących się kontraktów, to nad częścią bym się zastanowił i raczej nie proponowałbym pochopnych ruchów. Daleki jestem od tego, by bronić zdania tych, którzy chcieliby pożegnać pół bądź więcej zawodników z kadry. Jestem raczej optymistą i wierzę po prostu w to, że z większości obecnych widzewiaków można wycisnąć zdecydowanie więcej. To jednak temat na inny artykuł, który możliwe że jeszcze powstanie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...