Zdecydowanie mecze wyjazdowe sprawiają jakiś paraliż w głowach piłkarzy Widzewa. Cieszyć się z jednego punktu zdobytego na wyjeździe można się cieszyć tylko i wyłącznie dlatego, gdy zobaczymy ile łodzianie mogliby przegrywać po pierwszej połowie. Wynik 2:2 z pewnością jednak nie może satysfakcjonować, jeżeli myślimy o awansie. ROW 1964 Rybnik, z całym szacunkiem dla tego zespołu, był przeciwnikiem słabym i właśnie z takimi rywalami Widzew musi udowadniać swoją wyższość.
O ROW 1964 Rybnik
Jeżeli ktoś spodziewał się wysokiego poziomu po grze gospodarzy, to mógł się zdziwić. Rywal Widzewa nie specjalnie myślał o ataku i w pierwszych fazach meczu widać było, że najbardziej zależy na utrzymaniu korzystnego wyniku jakim było 0:0. Później po zdobyciu gola, rywale uwierzyli we własne umiejętności. Podyktowany rzut karny wlał nieco nadziei, dzięki czemu zawodnicy z Rybnika postanowili, że sprawią niespodziankę. Nawet od czasu do czasu stworzyli sobie kilka sytuacji, lecz często brakowało po prostu umiejętności. W drugiej połowie dwukrotnie ugryzł Widzew i gospodarzom przez pewien czas trudno było jakoś zagrozić. Kilka jednak ruchów trenera i drużyna odzyskała wigoru. Brawo za wyrównanie do stanu 2:2 i utrzymanie tego wyniku. Rybniczanie jednak przed sobą mają mnóstwo pracy.
O Widzewie
Chyba jeszcze więcej do roboty mają i piłkarze i sztab szkoleniowy Widzewa. Z każdym kolejnym meczem mam wrażenie, że coraz bardziej się tu kombinuje. Jak kolejny mecz z rzędu może grać Radosław Sylwestrzak, to robi się rotacje na lewej stronie obrony. Zapewne do niej nie dojdzie w kolejnym spotkaniu, bo urazu doznał Marcel Pięczek, więc wróci najprawdopodobniej Marcin Pigiel. W środku pomocy również zmiany. Nietykalny jest chyba tylko Maciej Kazimierowicz, bo tak albo gra Kacper Falon albo Simonas Paulius albo powracający po kontuzji Dario Kristo. Największą niespodzianką był dla mnie zdecydowanie atak. Robert Demjan tym razem nie wyszedł w pierwszym składzie, a w ataku trener Radosław Mroczkowski postawił na Daniela Świderskiego oraz Michała Millera, dla których było to pierwsze spotkanie od pierwszej minuty od nie pamiętam kiedy. Z mojego punktu widzenia nie widzę, by szkoleniowiec Widzewa miał pomysł na grę. Poszukiwania trwają napastnika, bo niby ci co są, to odbiegają poziomem od oczekiwań. Nie widzę jednak, by łodzianie mieli jakikolwiek pomysł na grę, na stwarzanie sytuacji, więc skąd napastnicy mają strzelać gole. Zastanawiam się, co zespół robi na treningach. Co jest tam ćwiczone? Cały mecz wyglądał w wykonaniu beniaminka bardzo słabo. Dużo podań w tył, w szerz, a akcji podbramkowych jak na lekarstwo. Trudno nawet wyróżnić jakiegoś zawodnika na plus.
O ROW 1964 Rybnik
Jeżeli ktoś spodziewał się wysokiego poziomu po grze gospodarzy, to mógł się zdziwić. Rywal Widzewa nie specjalnie myślał o ataku i w pierwszych fazach meczu widać było, że najbardziej zależy na utrzymaniu korzystnego wyniku jakim było 0:0. Później po zdobyciu gola, rywale uwierzyli we własne umiejętności. Podyktowany rzut karny wlał nieco nadziei, dzięki czemu zawodnicy z Rybnika postanowili, że sprawią niespodziankę. Nawet od czasu do czasu stworzyli sobie kilka sytuacji, lecz często brakowało po prostu umiejętności. W drugiej połowie dwukrotnie ugryzł Widzew i gospodarzom przez pewien czas trudno było jakoś zagrozić. Kilka jednak ruchów trenera i drużyna odzyskała wigoru. Brawo za wyrównanie do stanu 2:2 i utrzymanie tego wyniku. Rybniczanie jednak przed sobą mają mnóstwo pracy.
O Widzewie
Chyba jeszcze więcej do roboty mają i piłkarze i sztab szkoleniowy Widzewa. Z każdym kolejnym meczem mam wrażenie, że coraz bardziej się tu kombinuje. Jak kolejny mecz z rzędu może grać Radosław Sylwestrzak, to robi się rotacje na lewej stronie obrony. Zapewne do niej nie dojdzie w kolejnym spotkaniu, bo urazu doznał Marcel Pięczek, więc wróci najprawdopodobniej Marcin Pigiel. W środku pomocy również zmiany. Nietykalny jest chyba tylko Maciej Kazimierowicz, bo tak albo gra Kacper Falon albo Simonas Paulius albo powracający po kontuzji Dario Kristo. Największą niespodzianką był dla mnie zdecydowanie atak. Robert Demjan tym razem nie wyszedł w pierwszym składzie, a w ataku trener Radosław Mroczkowski postawił na Daniela Świderskiego oraz Michała Millera, dla których było to pierwsze spotkanie od pierwszej minuty od nie pamiętam kiedy. Z mojego punktu widzenia nie widzę, by szkoleniowiec Widzewa miał pomysł na grę. Poszukiwania trwają napastnika, bo niby ci co są, to odbiegają poziomem od oczekiwań. Nie widzę jednak, by łodzianie mieli jakikolwiek pomysł na grę, na stwarzanie sytuacji, więc skąd napastnicy mają strzelać gole. Zastanawiam się, co zespół robi na treningach. Co jest tam ćwiczone? Cały mecz wyglądał w wykonaniu beniaminka bardzo słabo. Dużo podań w tył, w szerz, a akcji podbramkowych jak na lekarstwo. Trudno nawet wyróżnić jakiegoś zawodnika na plus.
Komentarze
Prześlij komentarz