Przejdź do głównej zawartości

Najlepszy mecz Widzewa ostatnich trzech lat?


Być może tytuł ten jest dla wielu kontrowersyjny i spodziewam się, że wielu ma odmienne od mojego zdanie, twierdzę jednak że wreszcie zobaczyłem łódzki zespół wiedzący co ma grać i dominujący nad rywalem. Styl w moim odczuciu prezentował się obiecująco. Nie jest to z pewnością szczyt tego co chciałbym, czy Wy byście chcieli oglądać. Ja jednak mimo wszystko jestem zadowolony grą jaką Widzew zaprezentował w pojedynku ze Zniczem Pruszków.

O Widzewie

Zespół gospodarzy od samego początku grał to, co chyba chciał grać i czego chcieli kibice. Usiadł na rywalu od pierwszych minut i częstował kolejnymi sytuacjami na strzelenie gola. Zabrakło jednak a to szczęścia, a to często zimnej krwi bądź po prostu, najzwyczajniej w świecie skuteczności. Bardzo jednak podobała mi się gra do przodu. Wydaje mi się, a nawet jestem pewien, że chcielibyśmy wszyscy My kibice oglądać łódzki zespół grający ofensywnie, który spycha rywala do obrony nie dając mu wytchnienia. Dobrze działały skrzydła, które co chwila szarpały i zdecydowanie boczni obrońcy Znicza mieli dużo roboty. Na szczególne wyróżnienie w moim odczuci zasługuje Konrad Gutowski. Lewy skrzydłowy nie bał się bać gry na siebie i niejednokrotnie miotał rywalami na swojej stronie. Można się przyczepić oczywiście do skuteczności, bo dużo w tym prawdy co powiedział po meczu trener Radosław Mroczkowski, że tylko po dzisiejszym meczu mógłbym być zdecydowanym liderem strzelców II ligi. Na słowa pochwały zasłużył także Mateusz Michalski, który też próbował coś zrobić w ofensywie, jednak gola ani asysty z gry nie zaliczył. Do bramki trafił jednak po uderzeniu ze stojącej piłki. W obronie bywało różnie. Najjaśniejszą postacią nie licząc bramkarza należy uznać Sebastiana Kamińskiego. Miał najwięcej roboty, a nieźle się ze swoich zadań wywiązywał. Mimo wszystko proszę o to, by tytuł "najlepszy mecz..." nikogo nie ruszył za bardzo. Do wielu rzeczy można się przyczepić. Od precyzji podań aż do wykańczania akcji. Wynik z pewnością cieszyć nie może, ten nie jest odzwierciedleniem tego co kibice mogli zobaczyć podczas sobotniego meczu.Widzew dominował, ale były momenty, gdy niepotrzebnie się wycofał. Niepewnie w wielu przypadkach grali obrońcy, nie najlepiej funkcjonował atak, od którego wymaga się goli, mnie jednak zawiódł najbardziej Simonas Paulius. Nie widzę sensu, by tłumaczyć go, bo drugi mecz, bo się nie zaaklimatyzował. Uważam, że od reprezentanta kraju oczekiwać należy więcej. Grał za nerwowo, czego efektem jest kartka. Oby to lepiej wyglądało w najbliższych spotkaniach i aby wynik był korzystniejszy dla Widzewa.



O Zniczu

Zerkając na drużynę przyjezdnych miałem wrażenie, że wiedzieli po co przyjechali. Grali cierpliwie, wybijali rozpędzony Widzew z rytmu, czyli grali to co każdy słabszy rywal na papierze chciałby grać. Najwięcej groźnych sytuacji Znicz stwarzał sobie poprzez rzuty rożne. Bodaj dwukrotnie poprzez ten stały fragment gry Widzew ledwie co wyszedł z opresji. Zdecydowanie zabrakło spokoju w grze pruszkowian, ale chwała za grę do końca. Nie chcę komentować na ile Zniczowi sędzia pomógł, a na ile nie. Oglądając jednak grę przyjezdnych trzeba chyba otwarcie stwierdzić, że osiągnęli to, co przed meczem braliby w ciemno. W dodatku udało im się ocknąć po wpadce z Elaną Toruń jakby nie patrzeć na trudnym terenie. To może być ciekawa drużyna, która niejednokrotnie wydrze punkty zespołom prezentującym milszą dla oka piłkę. Ot taki styl.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...