Po ostatnich wpadkach, jakie Widzew zaliczył podczas dwóch poprzednich pojedynków, wreszcie wzeszło słońce, co należy rozumieć jako zwycięstwo. Łodzianie musieli szybko pozbierać się po klęsce w Boguchwale i na całe szczęście dokonali tego w samą porę. Co do stylu, oczywiście można się znowu przyczepić, ważne są jednak trzy punkty.
O Widzewie
Po raz kolejny doszło do kilku roszad w składzie. Kontuzjowanego Damiana Paszlińskiego zastąpił w środku obrony Radosław Sylwestrzak, a i w ataku doszło do ciekawej sytuacji, gdyż tam pojawił się Michał Miller, który wspomagał Roberta Demjana. Rotacje te wyszły całkiem udanie, choć nie od razu zapowiadało się to aż tak dobrze. Pierwsze minuty pokazywały, że rotacje w obronie oraz w drugiej linii powodują, że brak zrozumienia to dla rywali bardzo dobra możliwość na pokazanie swoich atutów w ataku. Było trochę chaosu, dzięki czemu goście tworzyli sobie kilka sytuacji i nie brakowało również i tych stuprocentowych. Raz widzewiaków uratowała poprzeczka, no i gol kiedyś musiał paść. Na całe szczęście Widzew w porę się obudził i szybko wrócił do gry. Podczas przerwy musiało dojść najwyraźniej do męskiej rozmowy między trenerem a drużyną, ponieważ na drugą część spotkania gospodarze wyszli prezentując odmienny futbol, oczywiście na plus. Kilka akcji i jeżeli miałbym kogoś wyróżnić, to w pierwszej kolejności pochwaliłbym właśnie wcześniej wspomnianego Sylwestrzaka. Stoper robił prawdziwe spustoszenie podczas stałych fragmentów gry. Zawodnicy Gryfa nie wiedzieli jak go powstrzymać, a jeżeli nawet wiedzieli, to nie potrafili tego uczynić. Z każdą kolejną minutą Widzew grał coraz pewniej i co ważne mądrzej, choć po raz kolejny do wielu rzeczy można się przyczepić. Niepokojąca jest zdecydowanie liczba popełnionych fauli i całe szczęście, że arbiter nie sypał kartonikami na prawo i lewo. Niepokojące również jest to, że piłkarzy Widzewa można z taką łatwością mijać na boisku. Gra z pewnością musi się poprawić, bo taki Gryf mógł mieć po prostu gorszy dzień.
O Gryfie
Zespół gości mile mnie zaskoczył szczególnie w pierwszej połowie. Był pomysł na grę, widać że kilku zawodników ma jakieś umiejętności techniczne i nie brakowało odwagi ekipie z Wejherowa. Przyjezdni często korzystali z gry jeden na jeden lub grając z klepki. Gdyby celowniki pod bramką Patryka Wolańskiego były dobrze nastawione, to i wynik mógłby być zupełnie inny. A tak można dziękować, że rywal nie miał swojego dnia. Przegrał, gdyż nie umiał utrzymać poziomu z pierwszej części gry. Trzeba stwierdzić, że po przerwie zleciało powietrze z zespołu gości, być może wpływ na to miał gol wyrównujący strzelony przez Mateusza Michalskiego. Trudno, czasem tak się zdarza. Mimo wszystko wielkie brawa dla wejherowian za walkę. Chyba kluby z wyższych szczebli powinny zainteresować się co poniektórymi zawodnikami Gryfa. Z tych piłkarzy polska piłka może mieć jeszcze dużo pociechy.
Komentarze
Prześlij komentarz