Chyba nie takiego wyniku oczekiwali kibice Widzewa po wyjeździe na mecz ze Stalą. Ta kompletnie nie przypominała zespołu, który oglądałem ze skrótów, w których rywal łodzian nie wyglądał najlepiej. Oczywiście pozycja w tabeli mówiła jednak co innego, lecz ostatnie dwa mecze piłkarzy ze Stalowej Woli mogły napawać widzewiaków optymizmem. Jak było podczas czwartej kolejki, to trudno nawet zrozumieć, ale pokuszę się o kilka opinii.
O Stali
Zaczynając od rywali, to wypada tylko przyklasnąć, że drużyna w porę się obudziła. Pomimo dwóch porażek, zespół pozbierał się mentalnie i w dodatku zaczął grać tak, by zdominować rywala, a nie czekać aż ten rozstrzela ich bramkarza. Widzew, to chyba dobry przeciwnik dla drużyn, które mają zamiar się podnieść z kolan. Po pierwsze każdy wie jak zespół z Łodzi gra, bo jest najbardziej medialny. Trąbi się o nim, pieje i cała presja schodzi na zawodników Widzewa, więc większy spokój mógł panować w szatni Stali. Wieczny drugoligowiec postanowił, więc pokazać się z jak najlepszej strony i zaczął grać tak, by Widzew za szybko nie objął prowadzenia. Gdyby padł gol dla gości, wynik mógłby być zupełnie inny. Jednak objęcie prowadzenia przez gospodarzy sprawiło, że Stal mogła po prostu wyczekiwać kontr lub zagrać odważniej. Wielkie brawa dla rywala za ten wynik.
O Widzewie
Dawne koszmary wróciły. Nie wiem czy to jest problem mentalny czy przygotowania fizycznego, a może obranej taktyki lub wyboru składu. Zapewne wszystko nakłada się na siebie naraz i potem wychodzą z tego wielkie problemy, tak jak w zwykłym życiu. Po porażce ze Stalą zastanawiam się czy problem nie tkwi aby jeszcze w głowie. Zawodnicy po straconej bramce i kolejnej i kolejnej przestali umieć podać piłkę wprost do partnera, który stał 10 metrów od niech, mieli problem strzelić celnie na bramkę z odległości kilkunastu metrów, czy problem był nawet wtedy, by podejść do rywala, by mu w jakikolwiek sposób przeszkodzić w uderzeniu na bramkę. To detale, ale czy one wynikają z braku umiejętności? Nie sądzę, to raczej problem mentalny. Przed trenerem Radosławem Mroczkowskim okazja na wykazanie się, by wyciągnąć drużynę z takiej klęski tak, by ta zaczęła grać powiedzmy to, co na początku sezonu. Zawsze łatwiej jest grać, gdy się wygrało wcześniej, a zdecydowanie trudniej, gdy przydarzyła się klęska. Wypada chyba na spokojnie usiąść...pod prysznicem i wziąć zimny prysznic, położyć się spać, by rano wstać trzeźwiejszym. Dam sobie spokój z krytyką, poczekam do kolejnego meczu.
Komentarze
Prześlij komentarz