Przejdź do głównej zawartości

Widzew pokonał Olimpię Elbląg

Udany start Widzewa w nowym sezonie, to z pewnością powód do zadowolenia. Łodzianie wykonali kawał dobrej roboty robiąc pierwszy mały kroczek ku awansowi o szczebel wyżej. Zgodnie z moimi przewidywaniami Widzew wygrał minimalnie, będąc zespołem nieco lepszym, kontrolującym mecz, choć oczywiście nie wszystko wyglądało tak jak powinno. Wynik 1:0 powinien cieszyć, bo daje upragnione trzy punkty, a brak skuteczności też nie powinna zbytnio martwić. Z czasem gra drużyny prowadzonej przez trenera Radosława Mroczkowskiego powinna się zazębiać i bardziej podobać całej widzewskiej publice. Nie ukrywam, nadszedł wreszcie mecz od dłuższego czasu taki, który zadowolił mnie stylem. Zobaczyłem w końcu chęć atakowania na bramkę przeciwnika i to w starciu z rywalem, który również zagrał całkiem przyzwoite zawody.

O Widzewie

Skupiając swoją uwagę na grze łodzian z pewnością można pochwalić ambicję jaka z piłkarzy emanowała w trakcie spotkania. Zawodnicy mając piłkę przy nodze wiedzieli co z nią zrobić, a nowi piłkarze świetnie się wkomponowali do szkieletu zespołu. Co ważne zauważenia, najwięcej zmian zostało przeprowadzonych w linii obrony, która jest chyba najtrudniejszą formacją do zgrania, bo wymaga zrozumienia pomiędzy dużą liczbą zawodników i timingiem w akcjach. Sebastian Kamiński czy Damian Paszliński w nowych barwach wyglądali niczym opalenizna z wakacji na skórze śniadego człowieka. Mało tego, pierwszy z piłkarzy zaliczył asystę, a drugi zdobył premierowego gola dla nowego zespołu. Całkiem obiecująco wypadł także Konrad Gutowski, który rozegrał niemalże całe spotkanie, by pod koniec zejść podczas zmiany taktycznej dając miejsce w składzie innemu debiutantowi. Wprowadzony Michael Ameyaw nie miał niestety za wiele szans na pokazanie się, ale być może w kolejnych spotkaniach i on dostanie więcej minut od szkoleniowca. Kto wie, może prócz karnacji będzie tak ważną postacią dla Widzewa jak niegdyś Alex Bruno.

Kolejną rzeczą, która prócz ambicji i dobrej aklimatyzacji w zespole nowych twarzy mi się podobała, był pomysł na grę jaki nakreślił trener. Mroczkowski w porównaniu do swojego poprzednika Franciszka Smudy wiedział jak korzystać z usług skrzydłowych, potrafił postawić na dwóch napastników, którzy napastnikami nie byli tylko w protokole meczowym, ale również swoje ofensywne zapędy pokazywali na murawie. Wreszcie w dodatku wyszedł także stały fragment gry, który dopiero od niedawna w Widzewie może satysfakcjonować. Wszystko to pozwala mieć nadzieję, że kolejne mecze w wykonaniu czerwono-biało-czerwonych będą udane. Po spotkaniu z Olimpią Elbląg odnosiłem wrażenie, że Widzew wie po co wychodzi na boisko i mimo stresu, który zapewne jest nieodłącznym elementem tego zawodu potrafił stanąć na wysokości zadania.

Do kilku rzeczy jednak można się przyczepić, bo wszystko idealne nie jest. Zwycięzców mimo wszystko się nie sądzi, ale ciekawi mnie dlaczego Daniel Mąka, który został wybrany kapitanem zespołu nie zagrał od pierwszej minuty. Jest to zjawisko wręcz niespotykane, że lider zespołu w ważnym spotkaniu zasiada na ławce rezerwowych będąc w pełni przygotowanym. Nie rozumiem tej decyzji, ale jestem w stanie ją uszanować. Można by było przyczepić się także do skuteczności, ale po co, skoro Widzew wygrał. Zapewne w kolejnych meczach łodzianie będą z większym spokojem podchodzić, tym bardziej, że pierwszy mecz im wyszedł i zapewne te gole padać będą. Zresztą skoro według trenera początek sezonu jest jeszcze takim okresem przygotowawczym, to zanosi się na to, że Widzew odpali na kalendarzową jesień.

O Olimpii

Kilka miłych słów należy się także ekipie gości i nie mam na myśli kibiców, lecz drużynę. Tym pierwszym z pewnością wielkie brawa, że przyjechali na gorący teren i dopingowało swoich pupili, tym drugim za to, że w starciu z faworytem nie postawili autobusu w bramce. Lubię oglądać drużyny, które przyjeżdżają do Łodzi i stawiają się Widzewowi. Chęć walki jest zawsze mila widziana na arenach sportowych, jest to wręcz wymóg, który powinien być zawsze spełnianym. Olimpia na pewno nie sprawiała wrażenia drużyny, która do Łodzi przyjechała po to, by przegrać jak najmniej. Mimo, że dała się skontrolować, co było do przewidzenia, to od czasu do czasu chciała się także odgryźć. Już w pierwszych minutach elblążanie zdołali zagrozić bramce strzeżonej przez Patryka Wolańskiego i z pewnością była to akcja, która mogła dać prowadzenie gościom. Później z rzadka przyjezdni próbowali szczęścia, lecz dobrze zorganizowana defensywa łodzian oraz niewielkie umiejętności piłkarskie rywali Widzewa sprawiały, że ci nie potrafili choć raz pokonać łódzkiego golkipera.

Olimpia ogólnie zagrała przyzwoite spotkanie. Drużyna sklecona z zawodników, którzy na wyższych szczeblach nie zaistniała wyglądała na dobrze zorganizowaną. Jeden gol stracony nie powinien i chyba też nie jest powodem do wstydu. Elblążanie pokazali charakter i w dużej mierze na pewno udało im się powstrzymać łódzkich piłkarzy w dodatku niesionych dopingiem tak licznej publiki. Następne mecze mogą być bardziej udane, tym bardziej że tak silnych zespołów jak Widzew na papierze w tej lidze nie ma. Jeżeli tak ma wyglądać rywalizacja z Widzewem, to w ciemno można zakładać, że łatwo nie będzie. Olimpia podobnie jak i RTS ze spokojem może przygotowywać się do kolejnych spotkań.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...