Pod dowództwem Radosława Mroczkowskiego Widzew może wiele zyskać. Wielu piłkarzy może podnieść swój poziom i stać się lepszymi zawodnikami i jeżeli będzie szło w dobrym kierunku, to jestem przekonany, że połowa dzisiejszego Widzewa może w najbliższych latach być szkieletem drużyny również i w ekstraklasie, w której za dwa, trzy lata łódzki klub zapewne się pojawi. Wszystko jednak musi być ustabilizowane i dalekie od nerwowych ruchów. Nowy- stary szkoleniowiec Widzewa, to moim zdaniem człowiek na odpowiednim miejscu, który ma pojęcie jak rozwijać poszczególnych zawodników. Z moich obserwacji gry Widzewa i poszczególnych piłkarzy, wierzę w to, że co poniektórzy mogą dać więcej na innych pozycjach niż grają obecnie. Zbyt duża konkurencja na danej pozycji dla danego zawodnika nie musi być koniecznie jego końcem w drużynie czy oznaką tego, by czekał na swoje szanse na ławce rezerwowych.
Jak zauważyłem przygasa nieco rola w drużynie Marcina Kozłowskiego. Lubiany przez kibiców wychowanek Widzewa znany dotąd jako boczny obrońca stracił swoje miejsce na tej pozycji na rzecz bardziej doświadczonego Sebastiana Kamińskiego, który swoim występem w ostatnim meczu z Olimpią Elbląg raczej tylko przekonał bardziej aniżeli zniechęcił do tego, by na niego stawiać. W dodatku wiosną poprzedniego sezonu bardzo dobrze prezentował się z kolei Bartłomiej Niedziela, lecz kontuzja sprawiła, że o miejsce na prawym boku obrony nie mógł normalnie rywalizować przed rozpoczętym w ostatnich dniach sezonem. Zapewne jak wróci i będzie w pełni dyspozycji może stać się ważną postacią dla zespołu i spokojnie rywalizować z Kamińskim o miejsce w składzie. Czy podczas, gdy dwóch się bije ten trzeci ma zawsze korzystać? Owszem może tak być, ale czy nie lepiej spróbować czegoś nowego? Marcin Kozłowski ma sporo więcej do zaoferowania jako zawodnik grający i pomagający w ofensywie, niestety zbyt wiele dziur pozostawia w obronie. Z czasem, gdy będzie nabierał doświadczenia i będzie grał w końcu z bardziej doświadczonymi zawodnikami, lepszymi od siebie, za kilka lat może stać się na prawdę czołową postacią na prawej stronie obrony, ale czy teraz nie warto byłoby go sprawdzić gdzieś indziej?
Krytykowany w ostatnim czasie poprzedni trener Franciszek Smuda może nie wszystko robił dobrze, co nie znaczy, że wszystko musiał robić źle. Nie był po prostu konsekwentny do tego, co robił zimą, a co wiosną. Przykładem najlepszym jest Michał Miller, który jako napastnik zaczął grać w obronie. Tam się zaczął sprawdzać, zawstydzał nominalnych w zespole stoperów, a gdy przyszedł czas na ligę z rzadka wąchał murawę i w dodatku na innych pozycjach. Innym przykładem niech będzie wspomniany wcześniej Kozłowski, który powoli tracił miejsce w składzie na rzecz Niedzieli, ale wchodził na kilkanaście minut jako pomocnik. Czyżby Smuda oszlifował Widzewowi talent? Moim zdaniem tak. Popularny Cinek jest zdecydowanie lepszy jako zawodnik grający do przodu, dlaczego więc nie sprawdzić go jako skrzydłowego? Czy Kozłowski nie może być konkurencją dla Mateusza Michalskiego? Kadra jest na tyle moim zdaniem szeroka, że w Widzewie nie potrzeba innych zawodników, wystarczy wykorzystać potencjał tych, którzy grają mniej. Dużym atutem Kozłowskiego jest odwaga gry w przodzie. Marcin potrafi uderzyć z dystansu, co nie jednokrotnie potwierdzał, to z pewnością inna opcja gry dla Widzewa. Michalski, to zawodnik grający jeden na jeden, potrafiący jednym dryblingiem zgubić rywala czy dwóch na obecnym szczeblu rozgrywkowym, Cinek za to potrafi nieco lepiej złamać do środka i uderzyć z dystansu. Potrafi również nieźle dośrodkować, dlaczego więc nie wypróbować i tego wariantu. Konkurencja, rywalizacja w drużynie, to rzecz zdrowa. Nie zmarnujmy tego diamentu, którego zaczął szlifować legendarny Smuda. Może i Frankowi nie wszystko wychodziło dobrze, może i pogubił się w ostatnich latach, nos trenerski jednak wciąż pozostał. Tego się tak łatwo nie traci jak głowy.
Jak zauważyłem przygasa nieco rola w drużynie Marcina Kozłowskiego. Lubiany przez kibiców wychowanek Widzewa znany dotąd jako boczny obrońca stracił swoje miejsce na tej pozycji na rzecz bardziej doświadczonego Sebastiana Kamińskiego, który swoim występem w ostatnim meczu z Olimpią Elbląg raczej tylko przekonał bardziej aniżeli zniechęcił do tego, by na niego stawiać. W dodatku wiosną poprzedniego sezonu bardzo dobrze prezentował się z kolei Bartłomiej Niedziela, lecz kontuzja sprawiła, że o miejsce na prawym boku obrony nie mógł normalnie rywalizować przed rozpoczętym w ostatnich dniach sezonem. Zapewne jak wróci i będzie w pełni dyspozycji może stać się ważną postacią dla zespołu i spokojnie rywalizować z Kamińskim o miejsce w składzie. Czy podczas, gdy dwóch się bije ten trzeci ma zawsze korzystać? Owszem może tak być, ale czy nie lepiej spróbować czegoś nowego? Marcin Kozłowski ma sporo więcej do zaoferowania jako zawodnik grający i pomagający w ofensywie, niestety zbyt wiele dziur pozostawia w obronie. Z czasem, gdy będzie nabierał doświadczenia i będzie grał w końcu z bardziej doświadczonymi zawodnikami, lepszymi od siebie, za kilka lat może stać się na prawdę czołową postacią na prawej stronie obrony, ale czy teraz nie warto byłoby go sprawdzić gdzieś indziej?
Krytykowany w ostatnim czasie poprzedni trener Franciszek Smuda może nie wszystko robił dobrze, co nie znaczy, że wszystko musiał robić źle. Nie był po prostu konsekwentny do tego, co robił zimą, a co wiosną. Przykładem najlepszym jest Michał Miller, który jako napastnik zaczął grać w obronie. Tam się zaczął sprawdzać, zawstydzał nominalnych w zespole stoperów, a gdy przyszedł czas na ligę z rzadka wąchał murawę i w dodatku na innych pozycjach. Innym przykładem niech będzie wspomniany wcześniej Kozłowski, który powoli tracił miejsce w składzie na rzecz Niedzieli, ale wchodził na kilkanaście minut jako pomocnik. Czyżby Smuda oszlifował Widzewowi talent? Moim zdaniem tak. Popularny Cinek jest zdecydowanie lepszy jako zawodnik grający do przodu, dlaczego więc nie sprawdzić go jako skrzydłowego? Czy Kozłowski nie może być konkurencją dla Mateusza Michalskiego? Kadra jest na tyle moim zdaniem szeroka, że w Widzewie nie potrzeba innych zawodników, wystarczy wykorzystać potencjał tych, którzy grają mniej. Dużym atutem Kozłowskiego jest odwaga gry w przodzie. Marcin potrafi uderzyć z dystansu, co nie jednokrotnie potwierdzał, to z pewnością inna opcja gry dla Widzewa. Michalski, to zawodnik grający jeden na jeden, potrafiący jednym dryblingiem zgubić rywala czy dwóch na obecnym szczeblu rozgrywkowym, Cinek za to potrafi nieco lepiej złamać do środka i uderzyć z dystansu. Potrafi również nieźle dośrodkować, dlaczego więc nie wypróbować i tego wariantu. Konkurencja, rywalizacja w drużynie, to rzecz zdrowa. Nie zmarnujmy tego diamentu, którego zaczął szlifować legendarny Smuda. Może i Frankowi nie wszystko wychodziło dobrze, może i pogubił się w ostatnich latach, nos trenerski jednak wciąż pozostał. Tego się tak łatwo nie traci jak głowy.
Komentarze
Prześlij komentarz