Przejdź do głównej zawartości

Dziwna rola Mąki

Wynik pierwszego meczu z Olimpią Elbląg zadowolił wszystkich i przyćmił wszelakie nieporozumienia. Jednym z takich jest dla mnie posadzenie kapitana zespołu na ławce rezerwowych. Zastanawiam się czemu miał służyć taki zabieg przeprowadzony przez szkoleniowca, by sadzać Daniela Mąkę na ławce rezerwowych choć zaraz przed sezonem ogłoszono, że pomocnik dostał kapitańską opaskę? Tak jak wspomniałem wcześniej, rezultat końcowy spotkania przysłonił tę sprawę, więc i nikt właściwie nie zauważył, bądź nie chciał zauważyć, że tak ważnej postaci nie ma od pierwszych minut.

Niebawem zostanie rozegrane spotkanie z Rozwojem w Katowicach i pytanie nasuwa się samo, czy Mąka znowu zasiądzie w pobliżu trenera i będzie obserwował poczynania kolegów, czy dostanie szanse pokazania się i pomoże drużynie w meczu. Jeżeli opcja numer jeden się sprawdzi, to w jakim celu jeden z bardziej doświadczonych widzewiaków został liderem drużyny? Czy ma tę funkcję pełnić jedynie w szatni? Ma pomagać ustawić zespół trenerowi Radosławowi Mroczkowskiemu widząc wszystko z tego samego punktu co i sam szkoleniowiec? A może okazało się tuż przed spotkaniem, że są jednak lepsi i inni bardziej zasługują na grę od pierwszego gwizdka. Mimo wszystko wydaje mi się, że najnormalniejszą rzeczą w świecie byłoby na postawienie Daniela Mąki do składu już od samego początku z Rozwojem.

Na koniec decyzja należy do trenera, ponieważ to on rządzi składem, a mnie pozostaje gdybanie, do którego mam prawo. Poza tym dopóki są wyniki, to nie ma większego sensu czepianie się takich detali. Jeżeli to się sprawdza, to nic tylko się cieszyć. Radosław Mroczkowski najwidoczniej wie co robi, więc wypada mu tylko ufać i dopingować.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...