Przejdź do głównej zawartości

Widzew przed II ligą

Krok ku ekstraklasie wykonany, Widzew po wielkich bólach zdołał wydobyć się z III ligi i już niebawem rozpocznie zmagania w II lidze. Zanim jednak ruszą rozgrywki ligowe zespół będzie przygotował się pod okiem lubianego w Łodzi trenera Radosława Mroczkowskiego. Ten powoli będzie chciał sklecić taki zespół, który zdoła wywalczyć awans do I ligi, ponieważ taki cel klub sobie zakłada. Ambicje są bardzo duże, pytanie tylko czy zespół który ledwie wygrzebał się z III ligi będzie w stanie walczyć na poważnie o awans wyżej. Wypada wierzyć, że tak, choć z pewnością wiele aspektów wymaga poprawy. Na szczęście jednak nie zapowiada się na rewolucję kadrową. Nowy trener poza tym znany jest z tego, że stawia na młodych zawodników, a taki nawet już się pojawił, czyli jest spojrzenie na przyszłość.

Mowa i nastoletnim Michaelu Ameyawie, który co ciekawe urodził się w Łodzi. Piłkarz ten ma być wzmocnieniem ofensywnym, tak przynajmniej wnioskuje po jego pozycji. Zapewne w pewien sposób zamieni miejsce wypożyczonego Michała Przybylskiego, który ma dbać o swoją formę na Wyspach Owczych, by potem wrócić do Widzewa. Pomysł bardzo ciekawy, tym bardziej, że Przybylski być może dostanie szansę gry w europejskich pucharach. Wygląda, więc jak na razie na to, że w klubie wszystko jest pod kontrolą. W dodatku z klubem kontraktem związał się Maciej Humerski bez którego awans do II ligi mógłby jednak się nie ziścić. Z początkiem lipca Widzew zaprezentuje się w meczu sparingowym i zobaczymy mniej więcej co ostatnie treningi dają. Oczywiście niewiele można zmienić, mam jednak nadzieję, że pod okiem nowego trenera Widzew będzie grał odważniej i pewniej w obronie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...