Sezon wkracza w decydującą fazę. Jesteśmy w połowie maja, do końca rozgrywek kilka kolejek, a Widzew wciąż choć na fotelu lidera, to nadal niepewny awansu. Wszystko za sprawą goniącej Lechii Tomaszów nie dającej wytchnienia faworytowi. Ostatnie zwycięstwo choć przyszło dość łatwo patrząc na okazje bramkowe nie do końca może satysfakcjonować. Owszem, trzy punkty są, ale w pojedynku z Turem oczekuje się od Widzewa lepszej skuteczności. Ta mam nadzieje, że przyjdzie w starciu z GKS Rolimpex Wikielec, który skoro jest już niemal pewny spadku, to nie powinien sprawić większych problemów takiemu potentatowi jakim jest Widzew.
Trzy punkty to podstawa i nawet z wyniku 1:0 należy się cieszyć, a właściwie bardziej szanować, należy jednak udowodnić, że łodzianie mają coś do pokazania więcej niż wymęczone zwycięstwa. O wygraną po raz kolejny wychodzi na to, że trzeba będzie sobie radzić bez kontuzjowanych Sebastiana Zielenieckiego oraz Marcina Pieńkowskiego. Jak na razie Widzew sobie radzi, byleby i poradził sobie teraz. Z pewnością łatwiej będzie zwyciężyć z pomocą Michała Millera i Daniela Mąki, jednak przestaje wierzyć w to, że trener Franciszek Smuda postawi na ulubieńców trybun. Może czas najwyższy na powrót Daniela Świderskiego, który gra w rezerwach, a w pierwszym zespole Robert Demjan właściwie osamotniony. Chyba najwyższy czas odpalić najcięższe armaty i pokazać prawdziwą siłę ognia, jaką Widzew dysponuje.
Trzy punkty to podstawa i nawet z wyniku 1:0 należy się cieszyć, a właściwie bardziej szanować, należy jednak udowodnić, że łodzianie mają coś do pokazania więcej niż wymęczone zwycięstwa. O wygraną po raz kolejny wychodzi na to, że trzeba będzie sobie radzić bez kontuzjowanych Sebastiana Zielenieckiego oraz Marcina Pieńkowskiego. Jak na razie Widzew sobie radzi, byleby i poradził sobie teraz. Z pewnością łatwiej będzie zwyciężyć z pomocą Michała Millera i Daniela Mąki, jednak przestaje wierzyć w to, że trener Franciszek Smuda postawi na ulubieńców trybun. Może czas najwyższy na powrót Daniela Świderskiego, który gra w rezerwach, a w pierwszym zespole Robert Demjan właściwie osamotniony. Chyba najwyższy czas odpalić najcięższe armaty i pokazać prawdziwą siłę ognia, jaką Widzew dysponuje.
Komentarze
Prześlij komentarz