Przejdź do głównej zawartości

Nie straszny Nam Tur- Zapowiedź

Sprawa awansu należy w rękach i nogach do piłkarzy Widzewa. Mimo, że ci grają, nie ma co ukrywać, słabo z wyjątkiem może kilku spotkań, wciąż są głównym faworytem do awansu i tak na dobrą sprawę na obecną chwilę rywale cel muszą przełożyć sobie na następny sezon. I to nie z winy siły jaką pokazuje Widzew, a raczej po prostu z własnej słabości, nie ujmując nikomu. Po prostu Widzew na tą ligę jest za wielki i grając słabo wciąż znajduje się na pierwszym miejscu. O czym to świadczy? O tym, że Sokół czy Lechia muszą jeszcze popracować, ale brawa im się należą. Zdaję sobie sprawę z tego, że to co piszę, może brzmieć trochę zbyt arogancko, nie mam jednak na celu wywyższać łódzkiego zespołu na tle pozostałych trzecioligowych drużyn. Stwierdzam fakty, ale i bardzo doceniam zapał i chęć walki jak równym z równym. Za to co pokazują przeciwnicy, powinni właściwie po każdym meczu na Piłsudskiego schodzić przy tumulcie owacji na stojąco ze strony kibiców gospodarzy. Czy na to zasłuży sobie również i Tur Bielsk Podlaski?

Niczego wykluczać nie można, zwłaszcza że Widzew udowodnił, że przegrywać potrafi z każdym. Najgorsza drużyna w tabeli, która nie wygrała meczu? Nie ma problemu, remis z GKS Rolimpex Wikielec należy uznać za porażkę, tym bardziej że styl gry był daleki od oczekiwanego. Amatorski klub z okolic Łodzi, ależ proszę bardzo. Andrespolia Wiśniowa Góra w Pucharze Polski pokonała i to dosłownie łódzki Widzew, ale kto by się tym przejmował. Te rozgrywki są nie ważne, bo liczy sie tylko liga i awans. Nad tym jednak rozwodzić się nie będę, bo to historia. Teraz trzeba skupić się nad Turem Bielskiem Podlaskim. Ekipą, która w tym sezonie jest beniaminkiem. Z pewnością pożegna się z rozgrywkami III ligi, ale tam jednak raczej większych ambicji nie ma. Dla Tura trzecioligowa przygoda powoli dobiega końca i podejmując na własnym terenie łódzki Widzew z całą pewnością będzie chciał pokazać swój charakter. Jak na to zareaguje Widzew?

Nie wiem na ile prawdą jest, że trener Franciszek Smuda znowu chce namieszać w składzie. Dwie zmiany są wymuszone, ale dochodzą kolejne, które wiele na to wskazuje, będą zachcianką trenera. Zacznę od tych pierwszych rotacji. Sebastian Zieleniecki, którego spokojnie mogę mianować cochym bohaterem meczu z Drwęcą, niestety musi zająć się własnym zdrowiem. Niestety, bo wydawało mi się, że po tym co pokazał w ostatnim spotkaniu po raz kolejny zaprezentuje się tak dobrze. Wyszły z tego nici. Drugą zmianą, która musi zajść jest uraz Marcina Pieńkowskiego, jednego z niewielu, którym się chciało, takie przynajmniej było wrażenie z wysokości trybun. Jak jednak informują źródła związane z Widzewem, na ławkę powrócą Daniel Mąka oraz Michał Miller. Dlaczego nie mam pojęcia. Bez tych zawodników może być trudno, ale i tak mimo wszystko wierzę, że po spotkaniu z Turem będziemy cieszyć się z trzech punktów.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...