Przejdź do głównej zawartości

Powrót z tarczą- Oceny

Tak jak się spodziewałem, kolejny mecz Widzewa, to wielki katorgi dla kibica. Oglądać grę podopiecznych trenera Franciszka Smudy, to z pewnością nie najprzyjemniejsza rzecz jaką można robić w sobotnie popołudnie, ale kibicem się jest a nie bywa, tak więc swój ukochany klub trzeba jakoś wesprzeć.  MKS Ełk, to rywal z którym łodzianom przyszło się mierzyć podczas tego weekendu i z pewnością nie był to przeciwnik, którego było łatwo pokonać. Tym razem jednak zwycięstwa nie musimy zawdzięczać bramkarzowi, a bardziej szczęściu, które było po Naszej stronie. Bramka szybko stracona po raz kolejny pokazała, że obrona Widzewa nie istnieje. Dośrodkowanie przez nikogo nie zablokowane i strzelec pozostawiony bez żadnego krycia. Na szczęście jednak w drugiej połowie Widzew nieco wziął się do pracy i gole jakoś padły. Wynik, to niestety jedyne pocieszenie tego spotkania.

Maciej Humerski- nie miał szczególnie dużo pracy, za bramkę trudno go winić. W ostatnich minutach wybronił strzał, który mógł się okazać wielką sensacją, gdyby gol wówczas padł.
Marcin Kozłowski- bardzo słaby występ. Nie pokazał nic wielkiego, a do tego dopuścił do dośrodkowania, po którym padł gol dla gospodarzy.
Sebastian Zieleniecki- chyba najgorszy występ kapitana. Na niego spada wina za gola, gdyż nawet nie zrobił nic, by ta bramka nie padła. Do tego nie trafił do bramki w sytuacji, gdy powinien był to zrobić. Mnóstwo błędów w obronie.
Damian Kostkowski- chyba nieco lepiej od Ziela, ale na jego barki też trzeba zarzucić winę za gola.
Marcin Pigiel- z obrońców chyba najlepszy występ. Mało brakowało, a by strzelił gola, na jego nieszczęście, na posterunku był bramkarz. Próbował coś szarpać, ale pozostawiał zbyt wiele dziur na swojej stronie. Zaliczył jednak asystę.
Mateusz Michalski- w tej rundzie można go pochwalić za stałe fragmenty gry, ponieważ to akurat mu dobrze wychodzi. Reszta jest do poprawy.
Maciej Kazimierowicz- bardzo, ale to bardzo słaby mecz w jego wykonaniu. Do tego dał się ogrywać niczym dziecko.
Dario Kristo- gra ogólnie nie najlepiej, ale na jego plus idzie to, że trafia do siatki. Jest skuteczny i po raz kolejny ratuje wynik. Tym razem go oszczędzę.
Marcin Pieńkowski- coś tam próbował, ale brakowało dokładności. Sprawiał kogoś zamotanego.
Michał Miller- w pierwszej części gry coś tam szarpał z przodu, ale po dwóch, trzech faulach na nim, trochę zgasł. Miał jednak momenty, że próbował zmienić obraz gry, oddając z dwa strzały na bramkę.
Robert Demjan- nic wielkiego nie pokazał. Zawodnik o takiej klasie musi grać lepiej.
...
Karol Stanek- cichy bohater meczu. Uratował remis.
Daniel Mąka- z samej gry jego niewiele wynikało. Dużo więcej zagrożenia jednak robił po stałych fragmentach gry.
Daniel Świderski- miał chyba za mało czasu, niczym się nie wyróżnił.
Marcin Przybylski- grał za krótko.
...
trener Franciszek Smuda- nie wiem czy czyta to trener, ale jestem pewnie nie jedyną osobą, która wielkie pretensje ma do gry środkowych obrońców. Po co podczas okresu przygotowawczego sprawdzał inne warianty, skoro teraz gra kompletnie inaczej. Słabo znowu wygląda środek pola. Do tego widać problem ze stwarzaniem akcji z gry. Niestety, Widzewa jeżeli już tworzy jakieś akcje, to wiele w tym przypadku lub po prostu jakiś stały fragment gry. Mniej kombinowania, więcej prostej gry. O nic więcej nie proszę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...