Przejdź do głównej zawartości

Majówka w Warszawie- Zapowiedź

Niewiele odpoczynku mieli trzecioligowcy. Po spotkaniach, które odbyły się w weekend przyszedł czas na pojedynek w środku tygodniu. Rywalem Widzewa we wtorkowe popołudnie będzie zespół warszawskiego Ursusa. Tak jak każdy inny przeciwnik i ten nie jest łatwym dla widzewiaków, którzy męczą się z każdym w trzecioligowej rzeczywistości. Po ostatniej wpadce z Huraganem należy jednak się jak najszybciej ocknąć i zdobyć ważne trzy punkty. O to jednak będzie trudno, zwłaszcza że nie wiadomo czy na boisko wybiegnie Marcin Pieńkowski. Ofensywny zawodnik Widzewa w ostatnim meczu był wyróżniającą się postacią, lecz z murawy zszedł przedwcześnie z powodu urazu. Szkoda byłoby gdyby nie mógł wystąpić w Warszawie.

Ursus po ostatnim remisie nie będzie mieć zbyt wiele sił, ale można się spodziewać, że ambicji i chęci nie zabraknie gospodarzom do tego, by uprzykrzyć życie widzewiakom. Zapewne przed własną publicznością zabranie punktów faworytowi sprawiłoby wielką frajdę, dlatego też Widzew musi do tego meczu podejść bardzo poważnie. Na miejscu trenera Smudy przeprowadziłbym parę zmian, gdyż uważam, że wielu zawodników nie wykorzystuje szans danych przez szkoleniowca. Poniżej zaprezentuje mój pomysł:

Maciej Humerski- Radosław Sylwestrzak, Sebastian Zieleniecki, Michał Miller, Marcin Pigiel- Mateusz Michalski, Dario Kristo, Daniel Mąka, Marcin Pieńkowski/Kacper Falon- Karol Stanek, Robert Demjan.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...