Przejdź do głównej zawartości

Widzew traci punkty

Miało być tak pięknie i kolorowo, a wracają koszmary świetnie znane w Widzewie, których nie można pozbyć się nawet wtedy, gdy zmienia się tu wszystko. Drużyna prowadzona przez trenera Franciszka Smudę doznała pierwszej porażki w tym roku, a jej katem stał się zespół nienależący do czołówki ligi- Świt Nowy Dwór Mazowiecki.

Czemu tak się stało? Takie pytanie dręczy z pewnością nie jednego kibica. Widzew jako faworyt miał pojechać i wygrać, gdyż nie bez powodu uznany jest za głównego faworyta do awansu. Problem w tym, że zespół z Łodzi nie potrafi unieść tej ciążącej na nim presji. Trener powtarzał nie raz na konferencjach, że chce nauczyć grać swoich piłkarzy w stylu ekstraklasowym. Pytanie po co? Czemu nie grać prostej piłki, która jest łatwa do nauczenia się i co najważniejsze skuteczna.  Zdecydowanie w swoim drugim spotkaniu za dużo było kombinowania i trochę chyba zbyt bojaźliwej gry. Po raz kolejny zawiódł mnie środek pola, nie wspomnę o stałych fragmentach gry, które nie zagrażają rywalom tak jak powinny.

Oceny indywidualne

Patryk Wolański- nie mógł za wiele zdziałać, grał po prostu dobrze. Może gdyby lepiej się ustawiał, oba gole by dla Świtu nie padły, te jednak zbytnio widzewskiego golkipera nie obciążają.
Marcin Kozłowski- tego występu do najlepszych zaliczyć z pewnością nie może. W defensywie sobie za dobrze nie radził, a w ofensywie brakowało jego wsparcia. Potrafi grać lepiej. Teraz zrobi sobie przerwę, gdyż żółta kartka eliminuje go z kolejnego występu.
Damian Kostkowski- pierwszy gol dla Świtu, to wina w kryciu właśnie tego środkowego obrońcy, który wraz z Sebastianem Zielenieckim powinni zapobiec tej sytuacji. Nie najlepszy występ.
Sebastian Zieleniecki- jako kapitan powinien poderwać zespół do walki. Gołym okiem widać było, że brakuje drużynie powera. Pozwalał za to na zbyt wiele napastnikom rywali.
Marcin Pigiel- chaotyczny w swoich poczynaniach. Miejmy nadzieję, że poprawi się już w następnym spotkaniu.
Daniel Mąka- swoją szansę miał, ale nie dał rady pokonać bramkarza, któremu najbardziej ze wszystkich widzewiaków lubi strzelać gole. Miałem wrażenie, że nie miał pomysłu na rozbicie defensywy Świtu. Może nowodworzanie znaleźli wreszcie patent na swojego kata.
Dario Kristo- od piłkarza środka pola wymaga się, by ten uspokajał grę, narzucał tempo i kreował akcje. Brakowało wszystkiego.
Aleksander Kwiek- brak słów. Od piłkarza z takim CV wymaga się zdecydowanie więcej. Poniżej swojego poziomu.
Marek Zuziak- gorszy występ niż ten, w którym zaliczył debiut,
Karol Stanek- gdyby ktoś zagrywał mu te piłki, to by wpisał się na listę strzelców. Z pewnością brakowało mu tego gola, który podniósł by jego wiarę we własne możliwości, a tak zagrał po prostu przeciętnie.
Robert Demjan- to chyba jedyny zawodnik, któremu się chciało. Przytomnie zachował się w polu karnym rywala, ale gol to bardziej zasługa bramkarza gospodarzy aniżeli samego widzewiaka.
Rezerwowi
Mateusz Michalski- dał nieco energii na początku drugiej odsłony, gdy wszedł na boisko, potem albo się zmęczył albo miał dość.
Marcin Pieńkowski- lepiej od Stanka, którego zmieniał, nie zagrał.
Michał Miller- a on w ogóle to grał?
Maciej Kazimierowicz- niczego nie wniósł. Nie grał jednak za dużo.

trener Franciszek Smuda- szkoleniowiec najwidoczniej nie wyciągnął wniosków lub też nie potrafił nanieść poprawek na grę sprzed tygodnia. Zabrakło dobrej gry w drugiej linii. Brakowało kogoś, kto uspokoi grę i wykreuje dogodne sytuacje podbramkowe.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...