Przejdź do głównej zawartości

Przepłynąć Wartę- Zapowiedź meczu

Kolejnym rywalem Widzewa w tej rundzie będzie sieradzka Warta, która broni się przed spadkiem. Beniaminek ma problemy z odnalezieniem się w trzecioligowej rzeczywistości, co nie oznacza wcale, że problemów z Wartą nie będzie miał Widzew. Ten już pokazał, że w roli faworyta grać jest mu niezwykle trudno. Ostatnia porażka ze Świtem jest tego najlepszym dowodem. Druga klęska jednak nie może wchodzić w rachubę, jeżeli łodzianie myślą o awansie.

Po pierwsze nie wiadomo czy do spotkania dojdzie w planowanym terminie, gdyż przedłużająca się zima jest obecnie najpoważniejszym wrogiem gospodarzy. Jeżeli jednak zdążą przygotować murawę na tyle, by na niej odbył się mecz, to Widzew i tak nie zagra w najsilniejszym składzie. Dojść musi do roszady na prawej stronie obrony, gdyż Marcin Kozłowski załatwił sobie wolne poprzez zdobycie żółtej kartki w poprzednim spotkaniu. Z tego też względu popularnego Cinka trzeba w jakiś sposób zastąpić, a to już tak łatwe nie będzie. Bartłomiej Niedziela też ostatnio miał jakieś problemy zdrowotne i chociaż przepracował okres przygotowawczy, to jego występ jest raczej niepewny. Kto zatem wystąpi zamiast Kozłowskiego?

Kolejnym problemem może również być obsadzenie środka pola. Nie ma co ukrywać, zresztą sam trener Franciszek Smuda to zauważa, że w tej części gra powinna wyglądać lepiej. Aleksander Kwiek gra nie tylko według mnie poniżej oczekiwań. Należy wymagać więcej także od Dario Kristo, który zaliczył przeciętne dwa pierwsze mecze. Maciej Kazimierowicz też nie zachwyca, a więc jest nad czym myśleć. Teraz mamy przewagę. Warta dwa mecze pauzowała, a więc koniecznie trzeba wygrać zespół, który nie jest w rytmie meczowym.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...