Przejdź do głównej zawartości

Widzew nie ma litości

Dość długo przyszło czekać kibicom na pierwszy sparing piłkarzy Widzewa w 2018 roku, w którym łodzianie przygotowują się do rundy rewanżowej. Miejmy nadzieję, że tym razem zespół trenera Franciszka Smudy awansuje szczebel wyżej, ale zanim zacznie musi jeszcze ciężko przepracować okres przygotowawczy, by żaden rywal nie przeszkodził w drodze do celu jaki obrał sobie łódzki
klub.

Wynik 5:2 nad drużyną z IV ligi w pierwszym meczu sparingowym nie jest z pewnością czymś niesamowitym, ale z pewnością pozwala mieć dobre nadzieję. Jesienią było różnie. Nie brakowało narzekań, tak więc teraz trener może spokojnie po swojemu zbudować taki zespół, któremu w III lidze nikt nie dorówna. Powoli krystalizuje się szkielet, chociaż pewnie dojdzie do kilku zmian. Na początek wypada zastąpić w jakiś sposób Adama Radwańskiego, który w Łodzi był dość ważnym zawodnikiem. Nie trzeba było oglądać nawet sparingu z Termami Ner Poddębice, by wywnioskować, że to miejsce szykowane jest dla Princewilla Okachiego. Nigeryjczyk zapewne wróci na stare śmieci, co mnie cieszy bardzo. Sam zawodnik zna atmosferę panującą przy Piłsudskiego 138 i do tego moim zdaniem ma większe umiejętności od wspomnianego wcześniej pomocnika. Po ostatnim meczu kontrolnym spadło na niego sporo pochwał, więc niedługo może podpisze kontrakt z Widzewem.

Problemy z transmisją tego pojedynku były na tyle uciążliwe, że zrezygnowałem z oglądania, dlatego też trudno mi ocenić pozostałych testowanych zawodników. Wierzę jednak, że wniosą nieco jakości do gry Widzewa. Szczególnie zadowolony jestem z młodego piłkarza- Jakuba Jasińskiego. Nastolatek strzelając dwa gole z marszu dał się zapamiętać tylko pozytywnie. Oby tylko na meczach towarzyskich tego młodego zawodnika i innych tylko nieco starszych się nie zakończyło. Chciałbym, aby Widzew zdecydowanie stawiał na młodzież.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...