Przejdź do głównej zawartości

I jest pogrom

Kolejne zwycięstwo i kolejny powód do radości. Tym razem poległo KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, które od niedawna prowadzi ex-trener Widzewa- Przemysław Cecherz, którego w Łodzi zastąpił Franciszek Smuda. Radość tym większa, że Widzew wygrał aż 5:2. Zatem wielu kibiców nie dość, że zadowolonych z tego wysokiego zwycięstwa, również może zobaczyć jaka przepaść dzieli obu trenerów. Ja osobiście nie przywiązuję zbyt wielkiej wagi do spotkań kontrolnych, tak więc nie ma sensu porównywać obu szkoleniowców pod kątem tego jednego meczu. Smuda w Widzewie pracuje dłużej niż Cecherz w KSZO, a co ważniejsze obaj mają zawodników o innych umiejętnościach. Nie ma co ukrywać, Widzew na papierze to wyższa półka.

Niezłą skutecznością wykazuje się Robert Demjan, do którego na początku nie byłem zbyt przekonany. Wiek i ostatnia forma nie napawała optymizmem, a tu proszę. W każdym meczu ten były król strzelców ekstraklasy trafia do siatki. Nieźle sobie radzą nowi zawodnicy, ale również Michał Miller, który z przymusu uczy się nowej pozycji. Jak widać były selekcjoner ma chyba oko, bo z napastnika robi rasowego stopera. Ciekawe czy i w meczach ligowych będzie tyle pożytku z tego zawodnika. Po raz kolejny przypomniał o sobie Jakub Jasiński. Nastolatek znowu trafił do siatki. Chciałbym aby i w lidze dostawał szanse, bo lepiej stawiać mimo wszystko na młodzież.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...