Przejdź do głównej zawartości

Trener Smuda czyni cuda?

Nowy rok i stare oczekiwania związane z awansem łódzkiego Widzewa do wyższej klasy rozgrywkowej. W tym temacie poruszę kwestię tegorocznych przygotowań do rundy wiosennej przez drużynę trenera Franciszka Smudę.

A jest o czym pisać. Szczerze mówiąc nie wiem od czego nawet zacząć. W klubie ze wschodniej części miasta Łodzi dzieje się dość dużo ciekawych rzeczy. Jest nowa baza treningowa, ale ku mojemu zaskoczeniu widzewiacy nie przystępują ostro do pracy, gdyż dostali tydzień wolnego. Co ciekawe, wiele dzieje się również w kwestii transferów. Co pół roku w łódzkim zespole trzeba było uczyć się kilkunastu nowych nazwisk, a obecnie trwa tak na prawdę cisza. Do tego powraca temat- bumerang związany z powiększeniem stadionu.

Lżejsze przygotowania

Trener Smuda zawsze kojarzył mi się z typem szkoleniowca, który swoim podopiecznym ostro daje w kość. Dużo biegania i walki. Nigdy zresztą w swoich wywiadach popularny Franz nie ukrywał, że trzeba na boisku dużo walczyć. Mniej zwykle było jakiejś taktyki, a więcej prostej i fizycznej gry, do której trzeba ciężko się przygotowywać. Sądziłem, że jak zawodnicy wrócą po świętach to rozpoczną ostry trening, a po nim będą mogli oddychać rękawami, a tu proszę...tydzień wolnego. Czyżby zmiana swoich wieloletnich idei u trenera? Jest to na pewno kwestia dość dziwna, ale kto wie, może wyjdzie na dobre.

Może zdarzyć się tak, że przez nieco krótszy okres widzewiacy zaczną treningi na bardzo wysokich obrotach i dopiero na dwa tygodnie przed rozgrywkami niecą zwolnią. Ważne, że na łodziance, wymarzonym miejscu, o które tak intensywnie klub walczył. 

Transferowe ruchy

Co rok, a nawet pół roku Widzew przyzwyczajał wszystkich do tego, że wiele dzieje się w okresie trwania okienka transferowego. Klub pozyskiwał po kilkunastu nawet zawodników i tyle samo ich się pozbywał, tak by nowi zawodnicy znaleźli dla siebie miejsce w składzie. Nie mam ochoty nawet wyliczać ilu piłkarzy przewinęło się przez Widzew licząc tylko od momentu reaktywowania klubu, mimo że to dopiero trzy lata. Podobnie zresztą było z trenerami, których w ciągu tego okresu naliczyłem pięciu. Tak, więc ku mojemu zdziwieniu zbyt wiele podczas tegorocznego okienka panuje dziwna cisza.

Klub opuszczają piłkarze, którzy nieszczególnie byli przydatni Smudzie. Prócz tak na prawdę Adama Radwańskiego nie ubył nikt z podstawowego składu. Problem w tym, że nikt jeszcze konkretny nie przybył. Część pewnie uzna za konkret Roberta Demjana, lecz mnie jego osoba specjalnie nie przekonuje. Głównie z tego powodu, że jest mało perspektywiczny, a i ostatnio formą nie zachwyca. Może tutaj się to zmieni, ale i tak napastnik ten jest bliżej końca kariery, więc pociechy na dłuższy termin z niego kibice Widzewa mieć nie będą. Pojawił się również Marcin Pieńkowski, który bodaj jako jedyny pamięta ten pierwszy okres reaktywacji Widzewa. Jego forma, to również wielka zagadka, ale wiek oraz to, że jest widzewiakiem może napawać optymizmem. 

Więcej będzie można powiedzieć dopiero 29 stycznia, kiedy to widzewiacy już na poważnie wrócą do zajęć. Może pojawi się ktoś nowy, bo o ile ostatnio testowano w zespole Smudy, to o tyle większość się nie sprawdza. Co gorsza marka Widzew chyba też powoli przestaje działać, co pokazują przegrane o Wojciecha Łuczaka czy Adama Radwańskiego. Pierwszy wygląda na to, że bliżej jest zespołu zza miedzy, jak podają łódzkie media, a drugi z wymienionych woli grać w wyższej lidze i pod mniejszą presją.

Zwiększać czy pozostawić jak jest?

Trwa dyskusja o powiększenie stadionu dla Widzewa. Miło się patrzy, gdy ten zapełniany jest niemal do ostatniego miejsca. Na każdym kroku chwali się kibiców, za to jak i w jakiej liczbie wspierają swój ukochany klub, ale czy stadion Widzewa jest dla nich za mały. Ja mimo wszystko jestem odmiennego zdania. Stadion nie zapełnia się po pierwsze do ostatniego miejsca. Po drugie chyba da się zrobić tak, by usunąć krzesełka powiedzmy z Zegara, tak jak ponoć robi to Borussia Dortmund i w ten sposób będzie od razu więcej miejsc. Tam i tak nikt nie siedzi.

Czy ten pomysł jest dobry i wykonalny? Tego nie wiem, ale nie ma ponoć rzeczy niemożliwych. Zawsze można podjąć i ten temat.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Widzew pisze nową historię

O historii należy pamiętać, wspominać oraz się z niej uczyć. Należy również ją pisać na nowo. Widzew w spotkaniu z GKS Katowice rozpoczął swoją kolejną z debiutem nowego bramkarza między słupkami, pierwszym golem przed własną publicznością w wykonaniu Sebastiana Bergiera, a to tylko początek. Wspominając o historii trudno nie zahaczyć o moment, który miał miejsce przed rozpoczęciem spotkania. Wówczas Widzew pożegnał jednego z byłych udziałowców- Ismata Kousanna. Współtwórca sukcesów łódzkiego klubu z lat 90' pozostawił po sobie coś do czego teraz dzisiejszy Widzew chciałby nawiązać, a być może nawet prześcignąć. Z gorącym letnim okienkiem transferowym, za które odpowiada dzięki finansowemu wsparciu Robert Dobrzycki, o pisanie historii powinno być łatwiej. Z katowickim zespołem wiąże się zresztą niejedna historia, również i moja o której niebawem wspomnę. Żegnając stary stadion właśnie z GKS-em rozpoczęliśmy serię bez porażek z tym klubem. Tak to właśnie z nimi w 2014 roku zremisowa...

Czas to pieniądz, Czubak zmienia Sopicia

Wielkie nadzieje wiązałem z chorwackim trenerem Zelijko Sopiciem. Miał za sobą niemałe doświadczenie i sukcesy za granicą. Nowy właściciel latem wpompował w łódzki klub pieniądze jakich w całej Łodzi wszystkie kluby sportowe razem wzięte nie widziały. Za tym miały pójść wyniki. Część spodziewała się ich natychmiast, mniejszość w tym ja, zdawała sobie sprawę że na nie trzeba poczekać. Jeszcze wiosną poprzedniego sezonu swoich zwolenników miał Patryk Czubak, który dość udanie wszedł w buty Daniela Myśliwca, czyli poprzednika na ławce trenerskiej. Z braku licencji UEFA Pro oraz niewielkiego doświadczenia postanowiono pójść po głośniejsze nazwisko i obytego w poważnej piłce trenera. Zelijko Sopić zapowiadał się jako szkoleniowiec, który nie bawi się w półśrodki, daje do zrozumienia kto rządzi w szatni, preferuje ofensywny styl gry, a wszystko opiera na odpowiednim przygotowaniu fizycznym i intensywności jakiej w Widzewie brakowało.  Początek w zespole miał udany. Dwa mecze z rzędu wygr...

Gdzie radość z gry, Widzewie?!

Sobotnia porażka z Lechią Gdańsk komplikuje przedsezonowe plany Widzewa. Łódzki zespół zmierza w odwrotnym kierunku do zaplanowanego jeszcze kilka miesięcy temu. Rzeczywistość Widzewa miała wyglądać zupełnie inaczej. Z kolejki na kolejkę robi się jednak coraz bardziej nerwowo. Trudno właściwie nazwać widzewiaków "drużyną". Podopieczni trenera Igora Jovicevicia nie sprawiają drużyny, która pójdzie nie tylko za sobą w przysłowiowy ogień, ale nawet nie czerpie radości z tego co robi. Presja, którą tyle razy się przytacza wiąże tym ludziom nogi, a najgorsze w tym wszystkim, że sam trener który jest wciąż najświeższą osobistością w klubie nie jest w stanie zmienić nic. Niemalże cała drużyna zagubiła gdzieś swoją formę. Wielu z przybyłych tu zawodników miała robić różnicę, podnieść jakość sportową jakiej nie było w poprzednim sezonie. Niestety różnicy nie ma żadnej. Nawet po objęciu prowadzenia, Widzew nie ma apetytu na kolejne gole. Cofa się, jakby przestraszony potęgą Lechii, któ...